03:07

Poświecenie, poświęcenie i po poświęceniu


Dziś będzie dużo o poświęceniu – i pewnie niektórym nie spodoba się to, co napiszę. Bo będzie o najbardziej moim zdaniem wyświechtanym haśle kobiet, czyli o poświęceniu się dla dzieci. O poświęceniu zdrowia i urody, poświęceniu kariery zawodowej (i jednoczesnym wyciąganiu ręki po pieniądze zarobione przez kogoś innego), poświęceniu wolnego czasu i innych poświęceniach, które niektóre panie wymyślają, aby mieć wymówkę. Zapraszam.



Na wstępnie wyjaśnię, że jestem ogromną przeciwniczką braku konsekwencji i myślenia perspektywicznego. Jako dorośli ludzie, którzy mają możliwość powołania na świat nowego człowieka, powinniśmy chociaż w minimalnym stopniu opanować umiejętność myślenia kilka kroków do przodu. Przewidywanie konsekwencji swoich czynów, zmiana – o ile nie następują w sposób nagły i zaskakujący – nie powinny powodować tego, że jednostka w pewnym momencie rozkłada bezradnie ręce i mówi: „nie wiedziałem, zróbcie coś za mnie, dajcie mi”. Nie może być tak, że podejmuje się decyzję, a potem jej konsekwencje są główną wymówką na rzecz niepowodzeń i niezrealizowanych postanowień – a z moich obserwacji wynika, że tak właśnie postępuje bardzo wiele kobiet.

Moim osobistym ulubionym hasłem jest „poświęcenie dla dzieci” właściwie w każdym możliwym kontekście. Bo nie mogę wrócić do pracy, bo poświęcam się opiece nad dzieckiem. Bo nie mogę o siebie zadbać, bo poświęcam się opiece nad dziećmi. Bo nie mam żadnych zainteresowań, bo poświeciłam się opiece nad dziećmi. Nie mam nic dla siebie, bo jestem matką cierpiącą.

Umówmy się, dzieci nie biorą się z kapusty kupionej w markecie, nie przynosi ich też bociek pukający do okna, lub parkujący na balkonie. Z wyjątkiem przypadków kobiet/dziewczyn, które z różnych przyczyn nie mają wiedzy na temat konsekwencji urodzenia potomka, każda z nas powinna sobie zdawać sprawę z tego, co będzie potem. Owszem, mogą nas zaskoczyć detale – ale ogół w gruncie rzeczy jest do przewidzenia. I o ile jeszcze przy pierwszym dziecku szok jest zrozumiały, tak kompletnie nie rozumiem jojczenia przy drugim i kolejnych. Oczywiście pomijam tu sytuacje, w których dziecko jest chore lub z jakichś innych, niestandardowych przyczyn wymaga dodatkowej opieki – wtedy słowo „poświęcenie” jest użyte w prawidłowy sposób.

Nieustannie mam jednak wrażenie, że niektóre panie wzięły sobie na sztandar hasło „poświęcenia się dla dzieci”, aby wytłumaczyć, że czegoś nie robią – i na dodatek wymagają w tej kwestii honorów i odznaczeń. Nie idą do pracy, bo poświęcają się dla dzieci, dlatego nie mają pieniędzy i ktoś powinien im dać. No Kochana, skoro nie masz pieniędzy na utrzymanie kolejnego dziecka, to może warto najpierw zapewnić sobie środki, a dopiero potem zachodzić w ciążę? I skoro zachodzisz w ciążę, to pewnie wiesz, że przez określony czas – na oko co najmniej rok – nie pójdziesz do pracy? I skoro postanawiasz mieć liczniejsze potomstwo, to okres bezrobocia może się wydłużyć? I jednocześnie, że jak dzieciaki podrosną, to do pracy można wrócić, bo potem może być kłopot z utrzymaniem siebie przez resztę życia? I może warto także odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to „siedzenie z dziećmi w domu” nie jest tym, czego tak naprawdę pożądasz?

Żeby nie było – świadome podjęcie decyzji o nie podejmowaniu pracy na rzecz opieki nad rodziną jest dla mnie ok. Wspieram każdą postawę, każdy wybór, byle był świadomy i byle nie niósł za sobą narzekania, że przez to słynne poświęcenie czegoś się nie robi. Znam sporo dziewczyn, kobiet, matek, które zostały w domu z dzieciakami i są z tego zadowolone. Jeśli po urodzeniu dziecka stwierdzasz, że życie domowe sprawia Ci o wiele większą frajdę, niż klepanie targetów w korpo, to to jest dobre. Nie każda z nas musi się realizować zawodowo, jeśli tego nie czuje.

Podobnie jest z innymi kwestiami. Jeśli nie wychodzisz do kina lub nie czytasz książek, a czujesz, że inni tego od Ciebie oczekują, to to wcale nie musi oznaczać, że straciłaś swoje zainteresowania. One po prostu się zmieniły. Może to oznaczać, że nie dogadasz się z dotychczasowymi znajomymi – chyba, że oni też chętnie pokonwersują o rozszerzaniu diety niemowląt czy metodach edukacji wczesnoszkolnej.

Nie wolno jednak wycierać sobie gęby dziećmi i opieką nad nimi jako wytłumaczenia dla swojego lenistwa. Jest pewna grupa kobiet – osobiście znam jeden przypadek wręcz sztandarowy – który do niczego się nie garnie, bo ciągle coś trzeba zrobić przy okazji dziecka. A to odbierać ze szkoły, a to obiad ugotować, a to lekcje odrobić. I to ciągle tłumaczenie, które pojawia się samo, zupełnie nie wywoływane: bo wiesz, ja mam dziecko, nie mogę tego zrobić, bo kto się tym zajmie? Samo nasuwa się pytanie, czy mówisz o tym, bo sama czujesz, że coś jest nie tak? Czy tłumaczysz się przede mną, czy przed sobą? Bo czujesz się gorsza czy lepsza, a może ktoś oczekuje od Ciebie czegoś, do czego nie jesteś przekonana? I czy tym poświęceniem nie stawiasz się na piedestale matek bo podskórnie wiesz, że w naszej polskiej rzeczywistości jest on diabelnie trudny do obalenia?

Jeśli tak jest to wiedz, że to może nie być dobra droga. Rodzicielstwo to nie jest coś, co stawia nas ponad innymi. Bycie matką czy ojcem to poświęcenie tylko czasami, a w ogólnym rozrachunku to po prostu wybór.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2017 Mama Size