03:19

Niemowlę w falbankach


W tym tygodniu mieliśmy w żłobku imprezę z okazji Dni Ojca i Matki. Czekała nas pierwsza taka uroczystość – dzieciaki przygotowane do mini występów, muzyka, tańce i dużo zabawy. Osobiście byłam bardzo zainteresowana tym, w czym wystąpią maluchy – bo poproszono nas, rodziców, o ubranie pociech w stroje galowe. Z moich obserwacji wynika bowiem, że dla większości – niestety, szczególnie mam – zachowanie równowagi pomiędzy wygodą dziecka, a ilością zawieszonych na nim falban i tiulu, jest nie do pojęcia. I po raz kolejny się nie zawiodłam! Zapraszam. 




Na początek prosto z mostu wyjawiam swoją opinię – aby nikt na koniec nie poczuł się urażony lub wkurzony. Nie jestem fanką strojenia małych dzieci – takich do lat 3. Nie dzierżę kreacji, w których dziecko ma przede wszystkim wyglądać, a nie po prostu być dzieckiem. Więcej, jestem nawet antyfanką. Kryterium numer jeden przy wyborze dziecięcych ubrań jest dla mnie wygoda. Dlatego gdy Iza była głównie leżącym berbeciem wolałam jej ubierać rampersy, niż spodenki i wiecznie podwijającą się bluzkę – chociażby nie wiadomo jak piękną i modną. Również dlatego moje dziecko porusza się głównie w spodniach i bodziakach/bluzkach – aby przy pokonywaniu kolejnych przeszkód na drodze (lub schodów) zajmowało ją otoczenie, a nie szmatki, które modowo ambitna matka postanowiła na nią założyć.

Żeby nie było, ja też mam swoje grzeszki na sumieniu – np. leginsy powodujące odparzenia. Ale na szczęście mam też Menża, który jest głosem rozsądku. To on na czas powstrzymuje mnie przed wciśnięciem małej w coś niekoniecznie wygodnego. Rozsądek zwycięża, ale też grzechy są umiarkowane.

Do szału doprowadza mnie widok dzieciaków, które nie mogą się ruszać, bo zostały odziane w jakieś fikuśne konstrukcje. Pamiętam małą dziewczynkę spotkaną kiedyś na spacerze – miała niewiele ponad rok, dopiero uczyła się chodzić. Stała w parku z radosną babcią, która próbowała ją namówić na kolejny krok. Problem polegał na tym, że małą ubrano w tiulową spódniczkę – owszem, ładną, ale też bardzo sztywną – co krępowało ruchy dziecka. Mała była tak skupiona na tej nieszczęsnej spódnicy, że gdy tylko próbowała zrobić krok, zaraz stawała jak wryta. Czy naprawdę nikomu nie przyszło do głowy, żeby dziecko na tym etapie ubrać w coś praktyczniejszego?

Albo kolejna ofiara – na oko trzylatka, którą rodzice wypuścili do piaskownicy w falbaniastej sukienuni. Wszystko fajnie, tyle że mała przy każdej próbie schylenia się po zabawki stawała na sztywno, bo kreacja ewidentnie nie była wygodna. Zaobserwowane na ulicach przykłady mogłabym mnożyć.

Wracając do naszej żłobkowej imprezy – wtorkowy poranek, koniec maja, ponad 25 stopni i robi się coraz cieplej. I co widzę? Kilka dziewczynek w galowych sukienkach z nieoddychającego materiału i dodatkowo na podszewce. Niektóre na długi rękaw. Kilka kreacji o długości poniżej kolana. Niektóre małe gwiazdy w krytych butach i skarpetkach. Trzy w rajstopach – w tym jedna w bawełnianych. Jedna matka się ogarnęła i po wejściu do żłobka zdjęła córce te nieszczęsne rajstopy. Na czas zauważyła, że w żłobku nie ma klimatyzacji. Ogromna mniejszość w sukienkach przewiewnych, jednowarstwowych, z oddychających materiałów.

Sami wybraliśmy prostą, bawełnianą sukienkę – co akurat w naszym wydaniu już było opcją galową. Izie najwyraźniej było wygodnie, nic nie krępowało jej ruchów i mogła w niej zostać przez resztę dnia. Reszta dziewczynek (poza trzema) zaraz po imprezie musiała być przebierana.

Z chłopcami było jakoś lepiej. Poubierani w koszule, zwykle na krótki rękaw, byli jako tako dostosowani do warunków pogodowych. Też zostali później przebrani, ale przynajmniej w trakcie zabaw ubrania nie wpływały na ich zachowanie. Nasza mała grupa kontrolka pokazała, że problem leży bardziej na linii matka – córka.
Kompletnie nie rozumiem tego parcia na robienie z dzieci kukiełek. Co więcej, mam wrażenie, że mnóstwo kobiet (jeśli któraś się wzburzy, to poproszę o listę panów, którzy stylizują swoje dzieci) postrzega swoje córki w kategoriach laleczek do stylizowania, niż żywego dziecka, dla którego ważniejsze jest poznawania świata i bliskość rodzica, niż wielki kwiat na opasce, przysłaniający połowę głowy. 

Abyście lepiej zrozumieli, o co mi chodzi, przytoczę jedną z wypowiedzi, znalezioną kiedyś na pewnym forum [pisownia oryginalna]: „jak dziecku by było nie wygodnie to by płakało i marudziło. mojej córce nie przeszkadza czy sukienka czy pajacyk ona we wszystkim dobrze je spi tyle samo bez znaczenia. nie wszystkie dzieci sa takie "uczulone" na sukienki. dlatego sie ciesze ze mam wymarzona córeczke i moge jej te sukienki ubierac  z synkiem bym juz nie mogła”.

Nigdy nie zapomnę dyskusji z kilkoma paniami ze służby zdrowia, z których każda na wieść o tym, że będę miała córkę, reagowała tak samo: „ooooo, to będzie pani mogła ją stroić/pleść kitki/robić warkoczyki/kupować ciuszki itd.” Po którymś razie po prostu przestałam tłumaczyć, że bardziej interesuje mnie spędzanie czasu z dzieckiem, a nie to, co ono będzie miało na sobie. No nie dogadam się po prostu z kimś, dla kogo priorytetem w wychowaniu córki jest jej strojenie.

Absolutnie nie przekonuje mnie argument typu „bo dziewczynka powinna chodzić w sukienkach” – a niby kto powiedział, że powinna? I po co? Czy przypadkiem nie jest tak, że to dorosłym na tym zależy – bo małe dzieci przeważnie mają to w poważaniu. Jasne, fajnie jest ładnie ubrać malucha, ale przede wszystkim uwzględniając jego wygodę – a nie widzimisię opiekuna. Jak dziecko urośnie, to samo wybierze, w czym będzie chodzić. Na szczęście mamy dość dużą swobodę w tym temacie – z czego my, kobiety, same przecież korzystamy, noszą spodnie o wiele częściej, niż spódnice czy sukienki. Dlaczego więc mamy na siłę upychać dzieciaki w konwencje, w których sami nie tkwimy? Trochę konsekwencji.

Dlatego wszystkim paniom, które na pierwszym miejscu przy wyborze ubrań dla swojego malucha stawiają modę lub „uroczość”, pomijając względy praktyczne, radzę kupić sobie lalkę – ona nie będzie potrzebowała tyle ruchu, ile żywe dziecko, a i kłopotu potencjalnie będzie mniej. I ubranka nie będą się tak brudzić. I nie wyrośnie tak szybko. 

A wszystkim rozsądnym – high five!



Cytat z dostępem z 02.06.2018: 
http://f.kafeteria.pl/temat/f10/po-co-malym-0-3-miesiecznym-dziewczynkom-zaklada-sie-sukienki-p_5586751/2

Copyright © 2017 Mama Size