03:18

Festiwal głupoty, chamsta i udręki


Wiecie, co mnie najbardziej wkurza w obecnej sytuacji z protestem osób niepełnosprawnych? To, że decydentami i sędziami są ludzie, którzy nie powinni w ogóle się wypowiadać – a robią to wciąż i to wyjątkowo autorytarnie. Niesamowicie irytuje mnie odgórne zarządzaniem czyimś życiem i dyktowanie, na co ktoś powinien przeznaczać swoje pieniądze. Do czego ma prawo, a do czego nie. Że ma prawo do pampersów, ale już do wyjścia do kina niekoniecznie. I mówią to osoby, których garnitur kosztuje tyle (albo i więcej), co przeciętna rodzina z niepełnosprawnym dzieckiem ma na przeżycie w skali miesiąca. Szlag mnie trafia. Zapraszam.



Obserwując tę coraz smutniejszą i bardziej żenującą sytuację, w której miłościwie nam panujący robią uniki od odpowiedzialności, a kolejne postaci próbują zbić kapitał popularnościowy na proteście zdesperowanych ludzi myślę sobie, że żyjemy w bardzo smutnym kraju. Smutnym, bo urodzenie niepełnosprawnego dziecka jest wyrokiem nie tylko dla niego, ale dla całej rodziny. Bo rodzice zawsze będą się martwić losem nie tyle swoim, co dziecka, które prawdopodobnie samo nie poradzi sobie po ich śmierci. Smutnym, bo często skazującym kobiety na odcięcie się od całego wcześniejszego życia, bo ktoś musi zająć się chorym dzieckiem. Bo państwo nie pokryje kosztów nawet częściowej opieki – państwo potrafi się tylko martwić, aby chore dziecko przyszło na świat.

Jakim prawem za ocenę matek dzieci niepełnosprawnych i niepełnosprawnych dorosłych biorą się politycy? Mężczyźni z normalnym życiem zawodowym, którzy kompletnie nie wiedzą – bo niby skąd – jak to jest utknąć z dzieckiem w domu. I to nie na rok urlopu macierzyńskiego – ale na całe życie. Bez możliwości wyskoczenia na kawę, modny shopping czy po prostu na kilka godzin samotności. Nie wspomnę już o wyjeździe na weekend czy dłuższy urlop. Namiastkę tego mamy my, kobiety, zajmujące się małymi dziećmi  w pierwszych latach po porodzie – ale tylko namiastkę, bo nieporównywalny jest ciężar opieki nad zdrowym i chorym dzieckiem czy członkiem rodziny.

Żaden facet, który nie doświadczył dłuższej izolacji w czterech ścianach nie może nawet przez chwilę uzurpować sobie prawa do wymądrzania się na temat sytuacji protestujących. Taki to już mamy porządek, że po urodzeniu dziecka mało który mężczyzna zalega miesiącami lub nawet latami w domu, ograniczając swoje codzienne sprawy do prania, sprzątania i zakupów. Nawet najbardziej zaangażowany ojciec ma nadal swoje życie zawodowe, kontaktuje się z ludźmi i zajmuje głowę czymś innym, niż domowe sprawunki. Nikt mi nie powie, że panowie, którzy tak ochoczo wypowiadają się na temat protestujących zawiesili na kilka lat swoje kariery zawodowe i zalegli z potomstwem w domu – pomijając tych, którzy potomstwa i rodziny w ogóle nie mają, a roszczą sobie prawo do najmojszej racji.

Otóż nie – nie mają. Nie mają prawa odmawiać normalnego życia ci, którzy sami w ramach „działalności politycznej” biegają po restauracjach, o czym protestujący mogą tylko pomarzyć. Nie mają prawa wypowiadać się ci, którzy w ramach ponad miesięcznych wakacji podróżują ochoczo po świecie – a tymczasem w Polsce dla osoby niepełnosprawnej wyjście na spacer może być wielkim wysiłkiem.

Jakim prawem ktokolwiek ocenia na co dorośli niepełnosprawni lub ich rodzice chcą wydać wyżebrane od państwa pieniądze? Kto ma czelność powiedzieć, że środki na pampersy się znajdą, ale na drobne przyjemności, z których chętnie korzystają rządzący – takie jak wyjście do restauracji, kina czy teatru – już nie ma pieniędzy.

Całość składa się na obrzydliwy festiwal głupoty, chamsta i udręki. Głupoty, bo tylko tak można nazwać te krótkowzroczne, bardzo negatywne postawy hejterów wobec osób protestujących w sejmie. Pokaz chamstwa i całkowitego braku szacunku dla ludzi, którzy walczą o cząstkę normalności w nienormalnym życiu swoich dzieci, w tym nienormalnym kraju, który nie potrafi objąć ich wystarczającą opieką, z nienormalnie prostackim i oceniającym społeczeństwem. Festiwal udręki, która przedziera się przez każdą wypowiedź protestujących rodziców, mówiących wciąż i wciąż o swoim najczarniejszym scenariuszu – że umierają i ich dzieci zostają same.

Chętnie nałożyłabym naszym rządzącym okulary VR z programem codziennego życia osoby niepełnosprawnej. A jak przejdą wszystkie levele to kolejny – opiekuna dziecka niepełnosprawnego. Skoro nie mają w sobie wystarczającej dawki pokory, aby uszanować swoją niewiedzę i zamilknąć, to być może jakiś poziom doświadczenia poszerzyłby ich horyzonty.

I jeszcze jedno: w całym tym politycznym szambie umyka mądralom jedna rzecz – że los bywa przewrotny.

Copyright © 2017 Mama Size