13:55

Jak przetrwać sezon chorobowy (z NFZ). Gotowe porady.


Sytuacja z wczoraj. Poniedziałek, godzina 9:10. Przychodnia z kontraktem NFZ, na stanie dwóch pediatrów oraz kolejnych kilku lekarzy pierwszego kontaktu. Siedzę w kolejce z młodą, bo gorączkuje od soboty. Do okienka podchodzi nastolatka, ewidentnie chora, oczywiście chce się zarejestrować. Na dziś. Mimochodem słyszę rozmowę z której wynika, że do końca dnia nie ma już terminów – do żadnego lekarza. Skończyły się kwadrans temu. Myślę sobie – szczęściarze! Dzwoniliśmy z Menżem na zmianę od 7:30 i nam się udało. Chociaż telefonu albo nikt nie odbierał (kolejkę pacjentów też w końcu ktoś obsłużyć musi) lub było zajęte. Co jednak, gdybyśmy nie wbili się w lukę pomiędzy innymi chętnymi? Co byśmy zrobili z małym dzieckiem z wciąż rosnącą gorączką? Odpowiedzi nie są zbyt optymistyczne.



Nie wiem, jak u Was, ale u nas ten sezon chorobowy to jakaś masakra. Od kilku miesięcy w domu ciągle komuś coś dolega: a to katar, a to kaszel, a to gorączka. Wyleczymy się na tydzień, za chwilę chorujemy przez dwa kolejne – i tak w kółko. Znajomi bliżsi i dalsi podobnie, więc to nie jest kwestia tylko naszej niskiej odporności.

Z nami, dużymi (wzdłuż, a nie wszerz, żeby nie było), jest łatwiej. Jak dorosłemu miła pani w przychodni powie, że najbliższy termin jest za dwa dni, to w większości przypadków jakoś przetrwa. Weźmie aspirynę lub inny gripex i da radę. Z dzieckiem, szczególnie małym, nie ma tak lekko. Jeśli w przychodni zapisywani są pacjenci tylko „na dziś” i rano nie uda nam się dodzwonić, to pozostaje albo wyczekać do godzin nocnej opieki zdrowotnej, w której ze sporym prawdopodobieństwem dodamy sobie kolejne kilka godzin czekania, lub zdecydować się na wizytę prywatną. Jej koszt to (w przeciętnym mieście) co najmniej 100 zł.

Można też wcześniej ułożyć strategię działania – i ja Wam w tym pomogę! Oto kilka mniej lub bardziej absurdalnych sposobów, które udało mi się wymyśleć oczekując wczoraj na wizytę. Niektóre są poparte realnymi sytuacjami:

1.  W dzwonienie do przychodni zaangażuj co najmniej kilkanaście osób – niech dzwonią do skutku. Jeśli sami zapchają linię, trudno. W końcu przecież ktoś się dodzwoni.
2.    Wynajmij stacza kolejkowego, który godzinę przed otwarciem przychodni będzie warował pod drzwiami, a w momencie ich otwarcia z poświęceniem rzuci się w stronę okienka do rejestracji, niczym rodacy na wyprzedaży w Lidlu.
3.   Jeszcze przed  otwarciem spakuj chorego potomka w wózek lub auto i gnaj do przychodni. Co prawda nie ma pewności, że nie jedziesz na darmo, ale być może na widok matki z dzieckiem komuś zrobi się przykro (not!) i jednak znajdzie się jakieś okienko. Ostatecznie dostaniesz numerek na 13:00 i albo wrócisz do domu z poczuciem zwycięstwa, albo wyczekasz swoje. Zawsze znajdziesz wesołego rodaka, który na widok Twojego dziecka chętnie porozmawia o kolejnych pobiciach niemowląt, o których usłyszał w telewizji (prawdziwa historia z poniedziałku).
4.  Jeśli w tym roku jeszcze nie zmieniłeś przychodni obdzwoń wszystkie z dostępnym pediatrą – raz na rok możesz dokonać nowego wyboru za darmo. Być może jakiś będzie miał wolny termin.
5.     Udawaj przedstawiciela handlowego i wbij się pomiędzy innymi pacjentami. Co prawda możesz mieć problem z wytłumaczeniem, dlaczego do pracy ciągasz malucha z katarem, no ale czego nie zrobi kreatywny i zdeterminowany rodzic?
6.    Zrób awanturę. Postrasz NFZ-em, TVN-em, rzecznikiem praw pacjenta i dóbr wszelakich, ministrem zdrowia – chociaż z tym ostatnim to uważaj, bo jeśli personel mało zarabia to przy okazji zorganizuje jakiś strajk i będziesz mieć jeszcze bardziej przekichane.
7.     Zaprzyjaźnij się z rejestratorkami – najlepiej namierz je jeszcze przed zajściem w ciążę, dołącz do grupy fitness, do której chodzą (lub innej formy spędzania wolnego czasu) i nawiąż bliską relację. Zdobądź prywatny numer telefonu i status przyjaciela. Potem pod pozorem przysługi wykorzystaj do wbicia się w kolejkę.
8.  Załatw sobie lekarza w rodzinie. Ale nie w tej części rodziny, z którą nie rozmawiasz od kilku lat, bo to może trochę głupio wyjść, jak zadzwonisz znienacka o 7:00 rano i zażądasz nagłej konsultacji.
9.  Idź z dzieckiem chorym do części dla dzieci zdrowych. Bez dodatkowego komentarza.

Jeśli powyższe nie pomogło, to nie ma już nadziei.

Copyright © 2017 Mama Size