06:07

Czy przesada jest konieczna


Miałam dziś napisać o czymś zupełnie innym, ale przypadkiem trafiłam na tekst na temat publikowania wizerunku kobiety niedługo po urodzeniu dziecka. I po raz kolejny uderzyła mnie nie tylko zajadłość w dyskusji kobiety kontra kobiety, a nawet matki kontra matki. Bo jedna po porodzie wskoczyła w leginsy, a inna latała po szpitalu w koszuli i siatkowanych majtach – no i odwieczny dylemat, która lepsza, właściwsza, bardziej na miejscu. Ale tym razem ja nie o tym. Chciałabym poruszyć kwestię aktu protestu, który pojawia się w ostatnich latach bardzo często w kontekście macierzyństwa – a o który wiele kobiet ma pretensje. Zapraszam.



Sprawa dotyczy jednego ze zdjęć  autorstwa Zuzy Krajewskiej, na którym Agata ‘Endo’ Nowicka pozuje ze swoim małym dzieckiem. Ubrana w bieliznę, z której wystaje skrzydełko podpaski, pokazuje brzuch, któremu daleko do ideału lansowanego przez fit mamy i celebrytki. Przekaz jest wyraźny – tak to właśnie wygląda. Publikacja wywołała wiele słów oburzenia, część popiera, bo wreszcie ktoś pokazuje prawdę, część nie, bo przecież jak się chce, to się można spiąć i tak nie wyglądać. Co istotne, sporo osób uważa, że te zdjęcia są przesadzone. Bo mogą zniechęcać młode kobiety, bo prawdziwa matka ogarnie dom, siebie, dziecko. Owszem, są przesadzone, ale inaczej być nie może – i już tłumaczę dlaczego.

Do zmiany zwykle doprowadza wybuch, a do wybuchu nagromadzenie emocji. Jeśli wszystko mieści się w granicach akceptowalnych przez jednostkę, to nie ma ona powodu do protestu. Mówiąc krótko – jeśli wszystko jest ok, to nie ma po co protestować. Problem zaczyna się wtedy, kiedy pewne zjawiska nam nie odpowiadają i wraz z ich narastaniem czujemy się źle. Wiele kobiet nie akceptuje wyśrubowanych norm przedstawianych przez wszechobecne media – fit mamy o płaskich brzuchach miesiąc po porodzie, celebrytki z pełny makijażem i wypacykowanym bobasem u piersi. Niby wszyscy wiedzą, że to tak nie wygląda, ale gdy dopada nas rzeczywistość przychodzi ogromne rozczarowanie i frustracja. I w końcu dochodzi do głosu nie tylko myśl „ojej, oszukali mnie”, ale też przyjazna refleksja dotycząca dziewczyn, które dopiero to czeka – bo po co mają przechodzić to samo rozczarowanie i tę samą frustrację? I po to między innymi także te głosy protestu.

Protest musi być przejaskrawiony – i to z dwóch powodów. Po pierwsze ze względu na te wspomniane wcześniej nagromadzone emocje. I tego mechanizmu chyba, Drogie Panie, nie muszę Wam tłumaczyć (panom zapewne również). Ileż to razy boczymy się na naszych partnerów i w końcu wybuchamy, jak mu się uzbiera. Nie mówię, że to dobrze – mówię, że tak jest. Dokładnie taki sam mechanizm panuje tutaj – w społeczeństwie zdarzają się przypadki niezadowolenia i im więcej ich jest, tym bardziej poszczególni przedstawiciele grupy będą się buntować. Gdy dojdzie do wybuchu niezadowolenia te emocje muszą znaleźć ujście. Stąd też te wszystkie hardcorowe zdjęcia, opisy i porównania wyrażane głównie w słowach poparcia. Czara się przelała, dość już lukrowanych fotek, pora na twardą, mocną w odbiorze prawdę. Pod takim zdjęciem „prawdziwej kobiety po porodzie” zawsze znajdzie się mnóstwo komentarzy wyrażających wsparcie, bo w końcu ktoś pokazał, jak to naprawdę może wyglądać. Takie akcje są pewnym wentylem dla poczucia niesprawiedliwości i krzywdy tych z nas, które czują się nie tylko oszukane, ale wręcz na siłę wtłaczane w normy nie do zaakceptowania.

Drugim powodem przejaskrawienia jest pozycja edukacyjno-negocjacyjna. Tylko dzięki mocnemu przekazowi można dotrzeć do szerokiej publiczności. Gdyby zdjęcia były społecznie poprawne, a przekaz domyślny, prawdopodobnie nie zyskałyby rozgłosu odpowiedniego do przeprowadzanie kampanii społecznej – a tylko ona może zmienić szerszy sposób myślenia. Mówiąc wprost – szok jest najlepszym sposobem na reklamę, bo wtedy więcej i częściej się o czymś mówi. Poza tym wydaje mi się, że to jednak dobrze, że buduje się świadomość młodych kobiet na temat macierzyństwa. Bo nie wiem, czy istnieje jakikolwiek program nauczania, który pokazałby realnie jak zmienia się ciało kobiety w ciąży i w połogu. Filtrowanych zdjęć pięknych, okrągłych ciążowych brzuchów nie liczę, a tylko takie znajdziemy w kolorowych czasopismach lub na portalach dla mam.

Do tego zawsze trzeba mieć na uwadze pewien relatywizm czasowy – to, co dla nas jest nowe i szokujące, dla naszych dzieci może być codziennością lub całkowitą prehistorią. Warto jednak wspierać kobiece inicjatywy, które promują wolność wyboru. Wolność, czyli możliwość dowolnego spojrzenia na swoje ciało, wybór ubrania do porodu czy samodzielne postanowienie o tym, kiedy i czy w ogóle chcę dochodzić do wagi sprzed ciąży.

Bo na tym właśnie, Moje Drogie, polega wolność. Nie na tym, że te protestujące rozlazłe baby w siatkowanych gaciach narzucają Wam nie noszenie leginsów, nic podobnego. Ale na tym, że tak jak Wy możecie nosić leginsy, tak one walczą o prawo do noszenia siatkowanych gaci. Mamy różne wrażliwości, jesteśmy inne, dlatego nie możemy wszystkie wchodzić w te same ramy, a już na pewno naganne jest ocenianie innych z poziomu własnej pozycji jako jedynej słusznej. A ponieważ dziś telepiemy się pomiędzy okładkową wizją kobiecości, a twardą rzeczywistością – i przestrzeń pomiędzy nimi jest naprawdę duża – tak warto, myślę, znaleźć w tej przestrzeni swoje miejsce i po prostu dać żyć innym.


Copyright © 2017 Mama Size