14:14

Czego współczesne rządy powinny się uczyć od plemion pierwotnych


Od kilku dni moją głowę zajmuje kilka haseł wyprodukowanych przez polityków z okazji ogólnopolskich zjazdów partyjnych. I ponieważ obecni miłościwie nam panujący mają niemiły zwyczaj szybkiego przepychania kolanem wybranych wyłącznie przez siebie pomysłów, zastanawiam się, co nas czeka w kolejnych miesiącach. Bo jedna idea zwróciła moją uwagę szczególnie – mianowicie „premia za szybkie urodzenie drugiego dziecka”. Chociaż nikt nie wyjaśnił, co to znaczy „szybkie urodzenie” i ile czasu ma upłynąć od pierwszego dziecka, aby na takową premię się załapać, mocno razi mnie próba zarządzania naszą płodnością i kolejne podziały pomiędzy rodzinami lepszymi i gorszymi. Bo czymże się różni drugie dziecko urodzone na przykład trzy lata po pierwszym od tego urodzonego załóżmy rok później? Niczym. Marzą mi się programy prospołeczne ułożone w oparciu o jakąkolwiek wiedzę, a ta może wskazywać, że stosowanie wskazówek czasowych w odniesieniu do kolejnej ciąży może być zgubne z wielu powodów.



Zacznę może od tego, że z racji wykształcenia przeczytałam trochę prac z zakresu antropologii. Byłam bardzo ciekawa skąd biorą się pewne rozbieżności na temat rodzicielstwa pomiędzy tym, jak to wygląda teraz, a tym, czego być może wymaga od nas Matka Natura. Nie przytoczę tu wszystkich źródeł, bo ich zwyczajnie nie pamiętam, ale na koniec zostawię link do innego bloga, w którym jest krótkie zestawienie dotyczące poruszanej tematyki.

Na początek opiszmy jak jest teraz. W Polsce od kilkudziesięciu lat bardzo popularne jest manie dzieci rok po roku lub co dwa lata. Pobudki są różne: niektóre drugie i kolejne dzieci były wynikiem wpadek (edukacja seksualna nadal głosi, że jak się karmi, to w ciążę zajść nie można), niektóre matki stwierdzały, że lepiej machnąć jedno po drugim i potem mieć już spokój. 

Tymczasem w każdym współczesnym opracowaniu dotyczącym prowadzenia ciąży wyczytamy, że po urodzeniu dziecka organizm regeneruje się od roku do dwóch lat – w zależności od wieku i zdrowia kobiety. Łatwo się domyślić, że jeśli obecnie wiek, w którym rodzimy pierwsze dziecko przesuwa się coraz bardziej w kierunku 30 lat, to regeneracja jest dłuższa.

Biorąc pod uwagę ten fakt, wyjściowa przerwa pomiędzy dziećmi powinna wynosić minimum 21 miesięcy – a więc prawie dwa lata. Zalecana byłaby ta dłuższa, a więc prawie trzy lata. Mam wrażenie, że mnóstwo młodych kobiet decydujących się świadomie na takie hurtowe macierzyństwo nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jaki zmęczony i spustoszony jest organizm po ciąży i porodzie. I że nie chodzi tu tylko o rozciągniętą skórę na brzuchu czy nadmierne kilogramy i że to nadmierne obciążenie wyjdzie prędzej czy później pod postacią gorszej kondycji zdrowotnej w przyszłości.

Jak można się dowiedzieć studiując prace na temat ludności pierwotnej takie częste rodzenie dzieci jest czymś nienaturalnym. W badanych plemionach odległości czasowe pomiędzy rodzeństwem wynosiły około czterech lat – czyli matka najpierw odchowała wcześniejsze dziecko do wieku względnej samodzielności i dopiero potem zachodziła w ciążę z kolejnym. Oczywiście wiadomo, że kobiety w takich społecznościach zaczynają rodzić dużo wcześniej – to przesunięcie wieku obecnie chcemy de facto nadrobić, rodząc w ciągu kilku lat dwoje lub więcej maluchów. Tymczasem o wiele lepiej byłoby, aby – w przełożeniu na współczesne warunki – najpierw wysłać pierworodnego do przedszkola i dopiero później myśleć o rodzeństwie.

Osobną kwestią jest też to, że w społecznościach pierwotnych żadna matka nie jest tak odseparowana od pomocnych rąk, jak my teraz. Badania wskazują, że w społecznościach pierwotnych jedno dziecko jest noszone przez co najmniej cztery osoby dziennie. Teraz wyobraźcie sobie te trzy dodatkowe osoby, które codziennie wyręczają Was w opiece nad dzieckiem – a Wy w tym czasie zajmujecie się tym, co i tak robicie, a więc pracami domowymi. Luksus co? Warto dodać, że bardziej wymagające maluchy mają do pomocy kilka innych osób. Stąd zapewne wzięło się powiedzenie, że potrzeba połowy wioski, aby wychować jedno dziecko.

Wychodzi więc na to, że w tych najtrudniejszych i najbardziej wymagających latach dzieckiem nie tylko zajmuje się codziennie od kilku do nawet kilkunastu osób, ale także gdy osiąga ono wiek samodzielnego poruszania się jest wciąż pod zbiorczą opieką całej wioski. Nie ma więc mowy o samotnej matce z ruchliwym przedszkolakiem na placu zabaw i niemowlakiem w wózku, która nawet jeśli ma towarzystwo i czasową pomoc, to raczej z doskoku i na kilka godzin w tygodniu. Z punktu widzenia kobiet ze społeczności pierwotnych nasze samotne wychowywanie dzieci i szybkie ich następstwo to masochizm w czystej postaci.

Dlatego dodatkowo niepokoi mnie fakt, że do tego niekorzystnego trendu namawiają mechanizmy rządowe. Nie mam złudzeń, na pewno sporo kobiet złapie się na ten haczyk. Szkoda, że zamiast dofinansowania wszystkich małych obywateli ustanawia się jakieś nowe super-kryteria, zgodnie z którymi powstaną następne grupy gorszych i lepszych dzieciaków i matek.

Pozostaje także zapytać – po co taki zabieg? Czyżby pomimo tak wychwalanego 500+ przyrost naturalny jest niezadowalający? Czyżby ktoś zorientował się, że to nie pieniądze, ale biologia zmusza pokolenia wyżu demograficznego do podejmowania decyzji o pierwszym dziecku – i że w obliczu kompletnego braku systemowego wsparcia dla rodzin z jednym dzieckiem dla  mało kogo marchewką będą dopłaty przy drugim? Przecież to nie pieniądze, ale faktyczna chęć powiększenia rodziny jest głównym motywatorem dla ogromnej większości par.

Jestem przeciw głupiemu, krótkowzrocznemu przekupstwu. Popieram równy podział środków na wszystkie dzieci, bez względu na to, w jakim wieku mają rodzeństwo. Jestem przeciw traktowaniu kobiet jak inkubatory, które za kasę mają narażać swoje zdrowie i jakość życia. Jestem przeciw traktowaniu tak pięknego czynu, jakim jest powołanie na świat nowego człowieka, w sposób ilościowy – na czas i za pieniądze.


Tutaj znajdziecie źródła:
https://www.wymagajace.pl/dlaczego-high-need-babies-wyginely-dlaczego-aktualnie-trudno-byc-matka/
Copyright © 2017 Mama Size