14:36

Sterylizator parowy oraz butelki, czyli zestaw z Blogosfery Canpolbabies - testujemy


W styczniowej edycji Blogosfery Canpolbabies dostałam do przetestowania sterylizator oraz  dwie butelki. Ponieważ ze sterylizatorem miałam już przyjemność pracować, chciałam się przekonać, czy to podobny model i czy moje miesiące doświadczeń wpłyną na jego użytkowanie. I jak czytam recenzję sprzed roku, to faktycznie trochę się zmieniło. Zapraszam na nową dawkę wrażeń.



Jeśli wcześniej szukaliście informacji na temat całej manufaktury związanej z przygotowaniem mleka modyfikowanego, to pewnie trafiliście na wpis o sterylizatorze (dostępny tutaj) oraz recenzję na YouTube (dostępną tutaj). I żeby było jasne – nadal podtrzymuję tezę, że sterylizator mile odznacza się w gąszczu gadżetów niekoniecznie potrzebnych, którymi jesteśmy zalewani w okresie wczesnego dziecięctwa naszych pociech. Dlatego jeszcze przed przeczytaniem tej recenzji szczerze zachęcam do nabycia – dzięki niemu zaoszczędzicie naprawdę dużo czasu, wody i własnej energii.



Przejdźmy jednak do szczegółów. Sterylizator jest skutecznym sposobem na zapewnienie  sterylności butelek do karmienia. Bo o tym, że butelki trzeba wyparzać, nie muszę nikogo przekonywać. Nie muszę, prawda? Zamiast żmudnego przelewania smoczków, nakrętek, kapsli i butli wrzątkiem możemy szybko wrzucić cały zapas do sterylizatora, wlać wodę, uruchomić i po prostu czekać. Czas pracy urządzenia to maksymalnie 12 minut. To na pewno krócej, niż ręczne wyparzenie sześciu butelek przy pomocy czajnika elektrycznego i durszlaka. Wiem, bo rok temu przetestowałam. Przy drugim sposobie  czynności trwały około 30 minut.

Oszczędzamy także wodę. Przy ręcznym wyparzaniu na jedną butelkę schodzi około 0,5 l płynu – w sterylizatorze na całe pięć lub sześć butelek wlewamy 100 ml wody. Może paść zarzut o zużycie prądu – ok, sterylizator go potrzebuje, to oczywiste. Tyle, że jak podgrzewamy wodę, to również zużywamy prąd lub gaz, rachunek się więc wyrównuje.

Sterylizator jest bezpieczny i bardzo łatwy w użyciu.  Nie musimy samodzielnie niczego ustawiać – żadnych zegarów, temperatur itd. Pomyślicie sobie „co mi tam, takie szczegóły to ogarnę”. Ależ ja wcale nie twierdzę, że nie. Po prostu przy małym dziecku trzeba oszczędzać każdą sekundę i każdy gram energii – jeśli więc można sobie życie uprościć, to ja gorąco zachęcam. W sekrecie Wam powiem, że sama praktykuję i tylko dzięki temu jeszcze żyję.

Do sterylizacji nie używamy żadnych dodatkowych środków. Sporym plusem jest na pewno to, że producent dorzuca do zestawu plastykowe szczypce, za pomocą których można wyjąć jeszcze ciepłe elementy. Ja co prawda zwykle czekam, aż całość wystygnie, ale jeśli potrzebujemy butelek natychmiast, to taki gadżet na pewno się przyda.



Pojemność sterylizatora także jest całkiem przyzwoita.  Na dolnej tacce jest miejsce na 6 butelek, ale jeśli się uprzemy i mamy mniejsze (o pojemności 150 ml), to możemy położyć jedna na drugą, na przykład na boku. Czy jest sens tak robić? Osobiście jestem fanką częstszego sterylizowania mniejszej liczby butelek – można wtedy zmieścić kapsle, czyli te części, które chronią smoczek przed zabrudzeniem. Jeśli upchniemy sześć dużych butelek to kapsle się nie zmieszczą – możemy je położyć na smoczki, ale nie jestem pewna, czy wtedy sterylizacja jest udana, wiec dla świętego spokoju tego nie robię.



Poza funkcją sterylizacji wyposażenie urządzenia służy także na dwa inne sposoby. Po pierwsze z obu tacek można zrobić pojemnik do zmywarki. Tacki układamy „twarzą” do siebie, dzięki czemu można wewnątrz umieścić smoczki i inne mniejsze elementy.




Drugą funkcją jest wygodna suszarka lub organizer na butelki. Jeśli na trzonku podtrzymującym tacki zamocujemy separator, to na nim z kolei możemy poukładać butelki. Ja osobiście z tego nie korzystałam, bo miejsca w kuchni mamy jak na lekarstwo, ale na pewno warto wiedzieć, że w razie potrzeby jest dodatkowa opcja.



Do zestawu były także dołączone dwie butelki do karmienia, obie z serii „Little Cutie”. Mniejsza przeznaczona jest dla dzieci od chwili urodzenia. Pojemność 120 ml pozwala dozować mniejsze porcje w wygodny sposób – przy noworodku pierwsze karmienia dużą butelką o pojemności powyżej 200 ml mogą być lekko stresujące, dlatego taka mała jest w sam raz. Poza tym przyda się przy podawaniu wody lub herbaty. Butelka jest oczywiście antykolkowa, pasuje do innych produktów Canpolbabies – jak na przykład laktatora, który recenzowałam w tym wpisie. I to jest bardzo duży plus, bo jeśli jesteśmy na etapie odciągania pokarmu do późniejszego karmienia, to nie trzeba mleka przelewać.






Dodatkowo producent deklaruje, że butelka jest skuteczna przy karmieniu naprzemiennym. Ponieważ technicznie nie mam możliwości sprawdzenia, czy tak jest faktycznie – nie mogę potwierdzić tej informacji. Jeśli ktoś stosował i potwierdza/nie potwierdza – poproszę o sygnał.

Druga butelka jest przeznaczona dla nieco starszego dziecka – od trzeciego miesiąca. Właściwie nie mogę tutaj napisać niczego nowego, ponieważ butelka od powyższej różni się głównie pojemnością i smoczkiem. Warto tutaj dodać, że smoczki do butelek można wymieniać na „większe” modele, co jest niezwykle przydatne, jeśli chcemy używać całości przy nieco większym dziecku.





Obie butelki mają podziałki wskazujące wartości co 30 ml. Jeśli karmicie MM to wiecie, że takie wartości są potrzebne, aby odmierzyć wodę do przygotowania mieszanki. Oznaczenie takich wartości na butelce to ukłon w stronę zmęczonych rodziców - aby w środku nocy, niewyspani, nie biegali szukając lupy i dostępu do światła.

Butelki są bardzo estetyczne. Urocze obrazki małych królików i lekko błękitnawe wykończenia tworzą naprawdę dobry efekt wizualny. Nawet, jeśli sami nie będziecie potrzebowali dla siebie – taka ładna butelka na pewno nadal się na prezent.

Podsumowując: zestaw polecam wszystkim. Tym, którzy używają wielu butelek proponuję nabycie sterylizatora, natomiast butelki zalecam dla tych z mniejszymi dziećmi. Dla większych również znajdziecie fajne butelki Canpolu, tylko z nieco innymi smoczkami.

Copyright © 2017 Mama Size