15:09

Quo vadis, Femina?


Piątek, 23.03.2018. Na wiele polskich ulic kobiety i mężczyźni wyszli wyrazić swoje zdanie w Czarnych Protestach. Po raz kolejny. Bo też po raz kolejny w Polsce do głosu dochodzi lobby podziemia aborcyjnego oraz/lub krótkowzroczność i głupota. Albo miłościwie nam panujący postanowili zakupić akcje zagranicznych klinik aborcyjnych, do których Polki jeżdżą usuwać niechciane ciąże – bo za chwilę może się to okazać prawdziwą żyłą złota.



Nie będę rozpisywać się na temat dramatycznych wyborów, do których doprowadzi ograniczenie wolności kobiet przymuszanych prawem do rodzenia, bardzo dużo na ten temat już powiedziano i kolejne drastyczne opisy nie są potrzebne. Poza tym uważam, że największe prawo głosu mają osoby, których nieszczęściem było stanąć w trudnej sytuacji, o której mówi słynny „kompromis aborcyjny”. Dziś rano przeczytałam wyznanie znajomej, która przeszła przez dramat urodzenia ciężko chorego dziecka, które pożegnali zaledwie po kilku dniach. O zaawansowaniu sytuacji dowiedzieli się zbyt późno, aby zareagować. Nikomu nie życzy takiej traumy – i to jest głos, który powinien wybrzmieć, bo co możemy na ten temat wiedzieć my, którzy nigdy tego nie doświadczyliśmy? Co mogą na ten temat powiedzieć obrońcy moralności bez rodzin, często najgłośniej krzyczący, siewcy jedynych słusznych prawideł?

W chwilach bezsilnej złości chciałoby się powiedzieć takim moralistom „oby twoja córka w wyniku gwałtu zaszła w ciążę” lub „obyś sam się dowiedział, że twoja żona jest w ciąży pozamacicznej”. Problem w tym, że jest to zbyt ciężka klątwa, bo żadna kobieta ani dziewczynka nie powinna nigdy znaleźć się w takiej sytuacji – obojętnie jak głupiego, zacofanego i zindoktrynowanego ma ojca, męża, narzeczonego, chłopaka czy brata. Jej płeć nigdy nie powinna determinować braku możliwości stanowienia o samej sobie.

I teraz z innej strony.

Czy ktoś zastanowił się, jakie konsekwencje praktyczne będzie miał całkowity zakaz aborcji lub chociaż jej ograniczenie? Czy ktoś naprawdę myśli, że ustanowienie prawa wystarczy, aby uniknąć tematu aborcji? Czy ci, którzy popierają te zmiany, są naprawdę tak ograniczeni w swojej wyobraźni, aby nie wiedzieć, jakie będą skutki tych krótkowzrocznych działań?

Naprawdę nie trzeba być geniuszem, aby domyśleć się co będzie dalej. Po pierwsze wzrośnie podziemie aborcyjne, w których usuwane będą ciąże często w nieludzkich warunkach, przez osoby „z polecenia” kompletnie do tego nieprzygotowane. Po drugie kobiety zamożne będą wyjeżdżały za granicę – jak robią to teraz. Po trzecie kobiety niezamożne będą starały się usuwać ciążę na własną rękę, domowymi sposobami, co zrodzi wiele sytuacji zagrożenia życia i zdrowia. Zakaz rodzi kombinatorstwo, przecież to oczywiste. Jeśli by tak nie było, to prohibicja nie miałaby racji bytu, a w Polsce dziś nikt nie wiedziałby gdzie można kupić marihuanę.

Zawsze decydująca będzie determinacja kobiety, a nie sztucznie narzucone prawo. Jeśli się w coś nie wierzy, to nie pomogą nakazy i zakazy.

Ktoś tu chyba zapomniał, że przez kilka miesięcy płód i ciało matki są jednością – dziecko we wczesnych etapach nie przeżyje samodzielnie i jeśli matka postanowi nie urodzić, to nie urodzi. Dlatego właśnie wielu ginekologów wskazuje na decyzyjną rolę kobiety w okresie ciąży. Mówię tu o tych medykach, którzy szanują swoje pacjentki i ich dobro jest dla nich najwyższą wartością.

Bo czyż nie jest obłudą posługiwanie się klauzulą sumienia w publicznej służbie zdrowia w placówkach utrzymywanych za podatki wszystkich obywateli, nie tylko katolików, w państwie teoretycznie świeckim? Czy jest uczciwe wobec obywatelek, które z zaufaniem kierują się do lekarzy w sprawie prowadzenia ciąży, stawianie na pierwszym miejscu swoich poglądów (często bez wiedzy pacjentek) ponad dobrem matki i dziecka? I co sobie myśli potem taki lekarz: „ha, uratowałem kolejne życie, przechytrzyłem potencjalną aborcję”? Gdzie tu poszanowanie dla kobiety, która najwięcej daje z siebie, chodząc w ciąży i rodząc dziecko?

Z czego wynika ta wieczna chęć ubezwłasnowolnienia kobiet i sprowadzenia ich, nas, do roli bezrozumnego inkubatora: z chęci zakamuflowanego zysku, czy może ukrytych głęboko kompleksów? W ramach protestów na szczęście wypowiadają się także mężczyźni – ci normalni, szanujący swoje partnerki, bojący się o przyszłość swoich żon, sióstr i córek. Dlaczego nie rządzą nami ci normalni faceci, którzy z troski i akceptacji szanują naszą wolność wyboru? Dlaczego najgłośniej krzyczą ci, którzy wszystko chcą włożyć w sztywne ramy głupiego prawa, którego skutki mogą być – i będą – opłakane?

Powiem Wam dlaczego. Ponieważ tak naprawdę sami będą w wąskiej grupie uprzywilejowanych i w razie kłopotów stać ich będzie na wywóz córki czy żony gdzieś, gdzie sprawa zostanie po cichu usunięta. Ci fałszywi obrońcy moralności tak naprawdę w d*pie mają los zwykłej kobiety, która żyjąc w sytuacji przemocy fizycznej, psychicznej czy ekonomicznej nie ma żadnej możliwości wyboru – ważne, że sami wylansują się na obrońców życia poczętego, które chwile po urodzenia przestanie ich interesować. Bo jednorazowej zapomogi na chore dziecko nie zaliczam do kompleksowej pomocy, sorry.

Na koniec cytat z klasyka, który już na początku zeszłej epoki dostrzegał patologie systemu i bardzo dobrze je wypunktował:
„Gdyby zestawić wypadki śmierci młodych kobiet, wypadki ciężkich i trwałych schorzeń, które z obecnego bezdusznie podtrzymywanego stanu rzeczy wynikają, zadrżeliby może ci, którzy w zaciszu wygodnego gabinetu układają swoje ustawy. A gdyby doliczyć inne, pośrednio wynikające z nich skutki: samobójstwa, dzieciobójstwa i inne klęski, wówczas zrozumielibyśmy, z jaką słusznością nazwano ten artykuł ‘największą zbrodnią prawa karnego’”.


cytat z: T. Boy-Żeleński, Największa zbrodnia prawa karnego.
Zbiór felietownów Reflektorem w mrok, wydany w Warszawie w 1985 r.

Copyright © 2017 Mama Size