01:06

Matko, do pracy! Tylko gdzie?


Kilka dni temu w jednym z programów informacyjnych przedstawiono bardzo ciekawą informację dotyczącą uczestniczenia kobiet w wieku rozrodczym (tak, to nieładne określenie) w rynku pracy. Informacja dotyczyła tego, ile procent społeczeństwa z uwzględnieniem podziału na płeć pracuje w niepełnym wymiarze godzin. Rozważania szczególnie wskazywały na matki chcące połączyć życie zawodowe z urodzeniem dziecka. I jak zwykle Polska wypadła słabo. Nie, nie będzie to wpis o wpływie 500+ na pracownice i bezrobotne. Nie będę także przesądzać, czy kobieta po urodzenia dziecka do pracy wracać powinna, czy też nie, bo to kwestia indywidualna. Chciałabym zwrócić uwagę na jeden z aspektów powrotu na rynek pracy młodych matek, wcześniej pracujących w pełnym wymiarze godzin. Zapraszam.



Po urodzeniu dziecka powrót na rynek pracy jest trudny z wielu powodów. Logistyka, emocje, choroby to tylko niektóre elementy, które trzeba wziąć pod uwagę. Jeśli już postanowimy, że chcemy na nowo zorganizować swoje życie zawodowe pozostaje zadecydować, czy chcemy wysłać dziecko już do żłobka, czy dopiero do przedszkola lub samej zerówki. Czasem zdarza się tak, że kobieta musi podjąć pracę zarobkową, a dziecko nie może chodzić do konkretnej placówki, chociażby ze względów zdrowotnych – wtedy w grę wchodzi opieka domowa. Opcji jest naprawdę sporo.

Na przykładzie mojej sytuacji mogę powiedzieć, że chyba najtrudniejsze po urlopie macierzyńskim jest dopasowanie trybu pracy do opieki nad dzieckiem. Wcześniej pracowałam jako mobilny reprezentant firmy. Teoretycznie byłam na etacie, nie powinnam więc znacznie przekraczać ustawowych 40 godzin pracy. W praktyce w teren wyjeżdżałam około 6:30 – 7:00, wracałam do domu nie wcześniej, niż około 17:00 – nierzadkie były powroty około 19:00. Miałam pod sobą trzy województwa, więc i trasy robiłam codziennie spore. Ponieważ pracodawca nie pozwalał nam na jeden dzień home office, w trakcie którego pracownicy mobilni zwykle ogarniają całą pracę biurową (planowanie tras, umawianie spotkań, wysyłanie ofert i maili do klientów), musiałam to robić wieczorami. Dodatkową atrakcją były nocne konwersacje mailowe pomiędzy pracownikami – w firmie pracowali głównie ludzie młodzi, dla których wysyłanie wiadomości nawet około północy było normą. Problem był wtedy, gdy się tego nie przeczytało i trzeba było ogarnąć całość rano, jeszcze przed wyjazdem do klientów.

Absolutnie nie chciałam wracać do takiego trybu życia po zakończeniu urlopu rodzicielskiego. Nie wyobrażałam sobie tego, że Izę będę widywać jakieś 2 lub 3 godziny dziennie i to jeszcze zwykle umęczona całym dniem jazdy i spotkaniami. Problem w tym, że dość trudno znaleźć podobne zajęcie, które pozwoli na mniej eksploatujący tryb pracy.

Wbrew pozorom nie jest to domena wyłącznie pracowników mobilnych. Jakiś czas temu szkoliłam dziewczynę, która właśnie odchowała dzieci i zrezygnowała z pracy w dużej instytucji finansowej. Powód był jeden – godziny pracy. Będąc poza domem codziennie od 9:00 do 17:00 lub nawet 18:00 przez cały tydzień kontakt z dzieciakami miałaby mocno ograniczony.

Teoretycznie w mitycznym korpo jest lepiej – zaczynasz o 8:00, kończysz o 16:00. Stałe godziny pracy, marzenie wielu. Problem w tym, że zanim dojedziesz do domu/żłobka/przedszkola, robi się już 16:30. Potem powrót do domu, być może jakieś zakupy. I którą to mamy na zegarze? 17:00? Optymistycznie zakładamy, że nie mamy gigantycznych korków i że placówki dziecięce są niedaleko pracy lub domu. Zanim ogarniesz jakiś posiłek i zwykłe domowe obowiązki już trzeba dzieciaka kąpać i wysyłać do łóżek. Pięknie spędzony czas z rodziną, nie ma co.

Do tego dochodzą problemy, gdy dziecko zachoruje – a w pierwszych latach socjalizacji choruje często. Kłopotliwa może być też logistyka z odprowadzaniem i odbieraniem malucha z przedszkola lub żłobka. Obecnie sporo młodych rodziców nie ma pod ręką do pomocy nikogo z rodziny, a nawet jeśli dziadkowie są, to pracują.

Co w takiej sytuacji może zrobić młoda matka? Wybiera coś, co pozwoli jej na chociaż minimalną elastyczność godzin pracy – czyli zwykle jakieś dorywcze zajęcie oparte na prowizji. Albo rozpoczyna własną działalność gospodarczą. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego tak wiele młodych kobiet otwiera firmy zamiast wracać do pracy? Bo nie mają do czego wracać. Bo chcą mieć jakikolwiek wpływ na czas pracy, bo nie chcą wciąż zawstydzone tłumaczyć się szefowi i kolegom z L4 na chore dziecko. Bo chcą robić coś na własną rękę, bo w trakcie macierzyńskiego odkryły pokłady kreatywności lub nowe talenty. Bo otoczenie w firmie nie pozwala zachować słynnego work life balance.

Niestety nasz rynek pracy absolutnie nie jest nastawiony na aktywizowanie młodych rodziców, dla których sztywne godziny pracy są czasami awykonalne. Pokazują to wykresy, na których możemy prześledzić statystyki dotyczące zajęć w niepełnym wymiarze czasu dla osób w wieku produkcyjnym w różnych krajach Europy. Podczas gdy w zachodniej części kontynentu procenty wahają się od 20 do ponad 40, u nas pozostaje skromne 10%. Co ciekawe, w Niderlandach w 2016 r w niepełnym wymiarze pracowało trzy czwarte kobiet, czyli ponad 75%.

W Polsce bardzo trudno znaleźć dobrą pracę na etat w niepełnym wymiarze godzin. Nawet firmy z bardzo dużą rotacją nie rekrutują pracowników dla kilku godzin dziennie. Jeśli by się zastanowić dlaczego tak się dzieje, to osobiście postawiłabym następujące zarzuty: duże skostnienie zarządów firm i brak otwarcia na elastyczne formy pracy (home office, niepełny wymiar czasu pracy). Współpracując z różnymi firmami zauważyłam również obawy ze strony managerów, że stanowisko, które jest zajęte nie przez pełne osiem godzin, ale przykładowo przez sześć, traci na wartości. Osobiście polemizowałabym patrząc na to, jak dzieci uczą wydajności – kiedyś w godzinę przed komputerem odpaliłabym Worda, wypiła pół kawy i przejrzałam fejsika, dziś napiszę cały artykuł. Można więc postawić tezę, że zdeterminowana osoba w te sześć godzin zrobi więcej, niż ktoś pracujący w pełnym wymiarze czasu.

Nie bez kozery w Internecie krążą memy o tym, że nie da się pogodzić wychowania dziecka z pracą zawodową – na pewno w Polsce jest to bardzo trudne. Na pewno nie bez znaczenia jest tu też tradycyjny model rodziny, który nakazuje kobiecie opiekę nad małoletnimi dziećmi. Jeśli ktoś tak woli, to ok. Co jednak z matkami, które chcą pracować i nie chcą oglądać potomstwa tylko dwie godziny dziennie?

Na koniec mam dla Was dobrą informację. W ciągu najbliższych tygodni podzielę się z Wami moimi doświadczeniami i wiedzą na temat rynku pracy. Będzie głównie o dorywczych zajęciach i pułapkach z nimi związanych. Jeśli więc rozglądacie się za jakimś zajęciem dla siebie i nie chcecie dać się oszukać – zapraszam.

Tutaj znajdziesz więcej na temat przytaczanych statystyk: http:
//ec.europa.eu/eurostat/statistics-explained/index.php/Employment_statistics/pl

Copyright © 2017 Mama Size