14:38

A po co śpi Twoje dziecko?

Dziecko nie śpi dla siebie, dziecko śpi dla rodzica. Drzemie w dzień, bo rodzic musi (cokolwiek) ogarnąć. Chrapie w nocy, bo rodzic musi zregenerować siły na ogarnianie wszystkiego na drugi dzień. Bo rodzic musi pracować, a dziecko powinno spać. Ok, to tyle teorii, a jak to wygląda w praktyce?
Zapraszam.



Nasze dziecko rano śpi po to, abym mogła w spokoju – ale i szybkim tempie – zjeść śniadanie i się ubrać. Ponieważ nie sypia zbyt długo, na więcej czasu nie starcza. Oczywiście znam legendy o tym, jak to można uprzątnąć codziennie całe mieszkanie (włącznie z umyciem okien) w czasie regularnych drzemek miłościwie panującego potomka. No cóż, podobno istnieją dzieci przesypiające dziennie 2 x po 2 godz. Yeti podobno też istnieje.

W godzinach popołudniowych nasza mała nie śpi albo wcale, albo niewiele – maks godzinę. I to jest czas, w którym są dwie opcje:

Opcja A: zmęczona matka (czyli ja) robi sobie kawę, siada z dupo na kanapie i wgapia się tępo w przestrzeń. Wtedy najlepiej się nie odzywać.

Opcja B: zmęczeni starzy (czyli ja i Monż) robią sobie kawę, siadają gdzie bądź i każde zanurza się w swojej sferze odmóżdżania. Również lepiej się nie odzywać.

Ten błogostan opisany w opcjach A i B często zostaje przerwany przez dziecięcy alert, funkcjonujący mniej więcej tak: „Kawa? Kawa!? Jaka kawa??? Uaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa”.

Z nocnym spaniem też nie jest różowo. Bo jak już zaśnie, to śpi całkiem całkiem, tak sama procedura zasypiania to ostatnio droga przez mękę. Serio, przez pierwsze kilka miesięcy – tak mniej więcej do pół roku – mogliśmy powiedzieć, że różne cyrki odstawia nasze dziecko, ale jak już idzie spać o tej 20 to śpi do 5 lub 6 rano. I było to bardzo miłe, gdy od 20 można było przeznaczyć czas na jakieś zajęcia dla dorosłych – np. granie w gry.

Od kilku miesięcy panna dziedziczka buja się prawie do 22. Po dwóch lub trzech godzinach walki z usypianiem poziom zmęczenia obojga rodziców dawno już przekracza masę krytyczną. Wówczas zajmowanie się dzieckiem wygląda trochę jak zabawa w gorący kartofel. A ponieważ powinniśmy chodzić spać maks o 24:00 (tzn. powinniśmy wcześniej, ale to jest realna pora), to „czasu dla siebie” pozostaje niewiele. Mi osobiście zdarza się jego część trwonić grając w głupie gry na komórce, od których nie jestem w stanie się odkleić. Ale zdarza mi się także naprawić komputer, nagrać szkolenie lub napisać artykuł. Bo mała ilość czasu uczy nim zarządzać.

Oczywiście bardzo chętnie przyjmuję nieliczne eventy, takie jak ten dzisiejszy, w trakcie którego córka moja nie tylko rano spała ponad godzinę, ale dzięki temu mogłam nawet popracować (szaleństwo!). Niestety, od samego początku są one rzadkością, efektem czego wyznaczanie priorytetów idzie mi już o wiele lepiej, niż w Słodkiej Erze Bezdzietnego Marnowania Czasu. 
Zarządzanie czasem również wychodzi mi niezgorzej.


Dlatego pamiętajcie: dziecko oczywiście musi wypoczywać, żeby być zdrowe, rosnąć, regenerować siły, wyciszać się po licznych nowych bodźcach itd. Ale głównie ma dać starym czas na zrobienie czegokolwiek. Amen.
Copyright © 2017 Mama Size