13:43

Święta, święta i po świętach - no właśnie, jakich?

Jedną z dobrych stron dorosłości jest możliwość samodzielnego wyboru sposobu spędzania wolnego czasu. Dzięki tej cennej opcji od kilku ładnych lat moje święta nie polegają na żmudnym pielgrzymowaniu od domu do domu i sztywnym siedzeniu przy stole w odświętnym ancugu. Dzięki naszemu sposobowi na spędzanie 25 i 26 grudnia mamy czas na spuszczenie powietrza i zwyczajny relaks. Odpoczywać mogą wszyscy – gospodarze, jak i goście. Jeśli niedawno skończyliście piąty w te święta obiad, w trakcie którego najbardziej mieliście ochotę urwać się do domu i wskoczyć w dres lub pidżamę – zapraszam do lektury.



Od kiedy pamiętam święta Bożego Narodzenia zawsze wyglądały podobnie: w Wigilię krążyliśmy z rodzicami od jednej babci do drugiej, w pierwszy i drugi dzień świąt podobnie – lub babcie przychodziły do nas. Obowiązywał odświętny strój, gospodynie spięte biegały pomiędzy kuchnią a salonem wciąż przejmując się, czy wszystko odpowiednio smakuje. Na dwie godziny wcześniej było szykowanie stołu, pucowanie sztućców i inne przyjemnostki. Jak już towarzystwo się schodziło po godzinie, maksymalnie dwóch, jako dziecko modliłam się kiedy zjazd się skończy i będę mogła uciec do o wiele milszych czynności. Nie wiem, czy dorosłym takie nasiadówki sprawiały przyjemność – nikt nigdy nie próbował niczego zmieniać, tylko po świętach wszyscy jęczeli, że są zmęczeni.

Szybko obiecałam sobie, że jak już będę miała coś do powiedzenia, to tak nie będzie. Bo skoro wszyscy pracują i przed świętami jest dodatkowo bieganina – bo sprzątanie, zakupy, gotowanie i pieczenie – to dlaczego w te wolne dni wszyscy się spinają, zamiast odpoczywać?

Obecnie nasze rodzinne zasady są inne. Na Wigilię mamy elegancki spęd, na którym każdy domownik wygląda naprawdę wykwintnie. Jak to przy kolacji, siedzimy przy stole i jemy, jemy, jemy. A na drugi dzień jest już zupełnie inaczej.

W pierwszy i drugi dzień świąt obowiązuje nas domowy dress code. Każdy występuje, jak czuje – czyli najczęściej w dresie. Zasada jest jedna – ma być wygodnie. Każdy rozsiada się, gdzie chce. W ramach posiłków mamy szwedzki stół i samoobsługę. Nikt nie biega na linii kuchnia–pokój  serwując gościom kolejne potrawy. Goście obsługują się sami, sami również po sobie sprzątają. Wychodzimy z założenia, że gospodyni nie powinna dźwigać jednoosobowo obsługi wszystkich przybyłych.

Jeśli chodzi o sposób spędzania czasu, to także jest dowolny. Trochę oglądamy świąteczne filmy, trochę gramy, trochę czytamy – kto co sobie życzy. W tym roku dodatkowo opiekujemy się młodą. Nie ma spiny co do zabawiania kogokolwiek rozmową, jest swobodnie i z pełnym relaksem. Jak nam się nie chce, to nikt do nikogo nie mówi – odpoczywamy w ciszy.

Efekt jest taki, że po dwóch dniach takiego leniuchowania faktycznie mamy szanse na naładowanie baterii. Mamy również czas na rzeczy, na które w przedświątecznej gorączce nie było miejsca: można dokończyć książkę, pograć w coś lub (jak ja) napisać nowe szkolenie.


I tym sposobem stare hasło „święta i po świętach” wypowiadamy z nową energią, czego również i Wam życzę – w te kończące się dni oraz kolejne. Najlepszego!
Copyright © 2017 Mama Size