07:41

Priorytety, priorytety

Dziś krótki wpis z osobistą lekcją i moimi życzeniami dla Was. Opowiem Wam o czymś, czego uczę się od jakiegoś czasu i czego pewnie będę uczyła się do końca życia. Czegoś, na co okres przedświątecznej gorączki mówi – sprawdzam! O czymś, dzięki czemu nie szaleję przez to, że mój dom przed świętami nie wyglądał jak z okładek kolorowych czasopism. Opowiem Wam o ustalaniu priorytetów i umiejętności odpuszczania – sobie i innym. O tym, jak radzę sobie z upychaniem miliona spraw w „TO DO list” z 10 pozycjami. Może się komuś przyda, zapraszam.

przygotowania świąteczne z dzieckiem


Jedną z ważniejszych rzeczy, którą pamiętam z pierwszego szkolenia z coachem ładnych parę lat temu, było ustalanie swojego stosunku do rzeczy, które nas otaczają. Ćwiczenie było proste – mieliśmy zastanowić się co nam przeszkadza w życiu. Mogły to być rzeczy małe lub duże, codzienne drobnostki lub międzynarodowe konflikty. Kolejnym krokiem było zastanowienie się co możemy z tymi sprawami zrobić. Z niektórymi można było poradzić sobie samodzielnie lub przy pomocy bliskich osób, na inne sprawy nie mieliśmy kompletnie wpływu. Rzecz w tym, jak się do tego ustosunkujemy.

Sekret polega na tym, aby nie przejmować się rzeczami, na które nie mamy wpływu. Jeśli coś da się zrobić – robię to. Jeśli nie, staram się to zaakceptować. No bo czy jest sens kruszyć kopie o coś, z czym nie możemy nic zrobić? Czy nasze zmartwienia coś zmienią, jeśli nie zrobi tego nawet działanie? Czy wreszcie marudzenie i narzekanie wciąż na jedną rzecz jakoś poprawi naszą sytuację? Nie. Poza tym, że negatywne myślenie zatruje naszą głowę i skupimy się wyłącznie na złych rzeczach – nie wyniknie z tego kompletnie nic. A przecież czas, w którym zamartwiamy się o coś, czego i tak nie zmienimy, możemy wykorzystać na aktywne działanie przynoszące szczęście nam lub otoczeniu.

Wychodząc od powyższej zasady zaczęłam ustalać swoje priorytety – zastanawiam się co jest najważniejsze, co mniej ważne, a co całkowicie nieistotne. Przyjmując inżynierską terminologię od Menża, nazywam to P1, P2, P3 i P4 (gdzie P1 jest bardzo ważne). Przy ogromnej liczbie spraw do załatwienia jest to niezbędne, aby jakoś funkcjonować i nie oszaleć. Gdyby nie to prawdopodobnie wpadłabym w ogromne wyrzuty sumienia, wciąż nie wyrabiając się ze sprzątaniem czy praniem, a prasowania nie robiąc w ogóle.

Teraz praktyka – i tu święta będą bardzo dobrym przykładem.

Jak to było wcześniej: nigdy nie byłam fanką nadmiernego czyszczenia domu przed świętami. Nie rozumiałam sprzątania szafek od środka ani mycia szklanek w kredensie. Bo przecież goście nie będą zaglądać czy są czyste. Zależało mi zawsze na czystych meblach i podłogach, na dekoracjach i ogólnym ogarnięciu otoczenia.

W tym roku mogę tylko pomarzyć o takim regularnym sprzątaniu. Nasza Izu właśnie zaczęła chodzić i jak każdy początkujący spacerowicz wymaga asekuracji. Ponieważ w dzień śpi co najwyżej godzinę (i to na raty lub na spacerze) to sprzątanie w czasie jej drzemek odpada. Przez większość dnia trzeba ją oprowadzać po mieszkaniu lub pilnować w czasie zabawy.

No i w praktyce na dzień przed Wigilią okazuje się, że przygotowania podzieliły się na następujące priorytety:

P1 – czyli sprawy absolutnie niezbędne, bez których świętowanie się nie odbędzie: pakowanie prezentów, zakupy, upieczenie piernika, sałatka i makiełki, pomoc w przygotowaniu świąt tam, gdzie się będą odbywały. W ostatnim tygodniu jako P1 pojawiły się z tzw. „nienacka” również naprawa jednego z rodzinnych aut (niezbędnego do świątecznej logistyki) oraz wizyta u pediatry.

P2 – czyli sprawy ważne, na które bardzo chciałam wygospodarować czas: sprzątanie, sprzątanie i jeszcze raz sprzątanie. Udało się częściowo, z czym miałam na początku spory problem. No bo kto nie chciałby odpoczywać w pachnącym mieszkaniu? Cóż, doba jest jednak zbyt krótka, a odkurzanie mebli mogłabym robić wyłącznie kosztem snu. Nie opłacałoby się.

P3 – rzeczy, na które bardzo miałam ochotę, ale na które już z góry wiedziałam, że może nie starczyć czasu. Biorąc pod uwagę brak realizacji P2 – całkowicie nierealne. Tutaj na listę wrzucam spotkanie z bliskimi znajomymi na chwilę przed świętami, pofarbowanie włosów oraz pojechanie na myjnię. No bo hej, przecież auto musi być czyste, co sąsiedzi powiedzą. Ostatecznie powiedzą, że syfiara, trudno.

P4 – rzeczy, które na samym etapie ich definiowania już wiedziałam, że nie będą zrealizowane, więc nawet ich nie zapamiętałam (bo po co zaśmiecać sobie głowę czymś, co nieistotne?)

Czy zależało mi na realizacji P2 i P3? Oczywiście! Miałam dość spore ciśnienie jeszcze dwa dni temu, aby po prostu posprzątać. Nie udało się – trudno. Czy warto się tym martwić aż tak, aby zmarnować sobie czas wolny spędzany z bliskimi? Absolutnie nie! Ostatecznie Święty Mikołaj przyjdzie także tam, gdzie okna nie do końca są czyste. W ubiegłych latach przychodził, dlaczego w tym roku miałoby być inaczej? A w Wigilię może do głosu dojdą koty wynurzające się zza szafek z kuchni?

I jeszcze na koniec: ustalanie priorytetów to indywidualna kwestia. Ważne abyś Ty czuł lub czuła się dobrze z tym, co robisz. Jeśli świadomość brudnych okien popsuje Ci święta – umyj je. Zastanów się również, czy pogoń za realizacją założonych celów daje szczęście Tobie, czy komuś innemu. Bo czy warto być tą zarobioną panią domu z anegdot, która w wigilijny wieczór tylko chrapie, umęczona tygodniowymi przygotowaniami? Myślę, że nie.  


Wesołych, Kochani!
Copyright © 2017 Mama Size