03:25

Nie tylko koty lubią rutynę, czyli kilka słów o lęku separacyjnym

Dziś zacznę od końca, czyli od efektów. To, co widzicie na zdjęciu, to jedno z rozwiązań mających zminimalizować wieczorne płacze. Legowisko jest umieszczone zaraz koło stołu, przy którym pracuję. Wieczorem, gdy młoda zasypia, są jakieś dwie lub trzy godziny, w trakcie których do tej pory była odkładana do własnego łóżka. Tyle, że od kilku dni schemat nie działa i dziecko budziło się z płaczem, gdy tylko zobaczyło, że w pobliżu nie ma nas, rodziców. Bo musicie wiedzieć, że właśnie mierzymy się z lękiem separacyjnym i że jest to doświadczenie całkowicie inne, niż nam się wydawało.



Jak usłyszysz hasło „lęk separacyjny”, to o czym myślisz? O płaczu i histerii zaraz po tym, jak mama opuści pomieszczenie? I że pojawia się nagle, ot tak, z dnia na dzień? A może dopytasz – a gdzie tu miejsce taty? To bardzo dobre pytanie. Za chwilę się dowiesz.

Pojęcie lęku separacyjnego było mi oczywiście znane. W trakcie zapoznawania się z najważniejszymi informacjami na temat rozwoju małego człowieka doczytałam, że powyżej piątego miesiąca mogą pojawić się nagłe ataki histerii, gdy ja, matka, wyjdę z pomieszczenia. I że to z czasem przejdzie. Tyle.

Nie ukrywam, że z niemałą radością zaobserwowałam całkowity brak takowych zachowań. A ponieważ nasza mała funduje nam cały arsenał innych dziecięcych upierdliwości, którymi w komplecie może pochwalić się niewiele maluchów, to przynajmniej tutaj odetchnęłam z ulgą. Do niedawna. Bo okazało się, że całkowicie przypadkiem zafundowałam naszej córce istny wyzwalacz lęków separacyjnych. Sama sobie mogę powiedzieć: nie ma za co.

Zaczęło się od wyjazdu na rodzinne groby. Pojechałyśmy we dwie. Podróż do miejscowości oddalonej o ponad 160 km była jak zwykle stresująca – Izu nie znosi jazdy samochodem i zwykle drze się i awanturuje. Sytuacja, w której będzie cicho lub zaśnie, to jak wygrać na loterii. Na szczęście jakoś poszło. Czekały nas tylko dwie doby u babci. I tu się zaczęło.

Nagle Iza z uśmiechniętego dziecka stała się kłębkiem nerwów. Nie chciała zejść z moich rąk i często zanosiła się płaczem. Gdy opuszczałam pokój, w którym przebywała, nagle zaczynała histeryzować. Nie chciała na ręce do babci, zwykłe czynności szybko ją nudziły. O spacerze w ogóle nie było mowy, jedyne wietrzenie odbyło się na moich rękach. Drzemki, z którymi i tak mamy problem, stały się jeszcze trudniejsze. Ponieważ obecnie jesteśmy na etapie chodzenia za ręce, wycieczki po mieszkaniu były atrakcyjne tylko wtedy, gdy ja byłam na widoku. W nocy były za to pobudki i płacze. Kulminacją była droga powrotna: płacz nie do utulenia praktycznie od początku, dwa postoje i bezskuteczne na dłuższą metę próby uspokojenia zanoszącego się płaczem niemowlaka. Jednym słowem – dramat. Te dwie doby plus podróż w obie strony odczułam jak przekopanie połowy kopalni w Wieliczce.

I gdy pierwsze tumany kurzu opadły, zaczęłam zgłębiać temat. I sama siebie najchętniej kopnęłabym w głowę, bo oto, co się okazało:

Błąd 1 – zrobienie czegoś nowego krótko po tym, jak dziecko zaczyna samodzielnie (lub częściowo samodzielnie) eksplorować świat. Na tym etapie maluch uczy się swojej odrębności, ale ma także problem ze znikaniem opiekunów. No bo w końcu zaczyna funkcjonować jako samodzielna istota, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę ze swojej zależności od tych dużych i zawsze pomagających osób, które otaczają go na co dzień. A co jak wyjdą i nie wrócą? Dlatego wyjechanie na tym etapie z rodzinnego domu było doskonałym przyczynkiem dla sytuacji lękowych.

Błąd 2 – pozbawienie jednego z głównych opiekunów, czyli taty. No właśnie, bardzo często w literaturze pojawia się informacja, że lęk separacyjny odnosi się wyłącznie do matek. A to nieprawda, ponieważ nasza młoda najwyraźniej źle zareagowała nie tylko na zmianę otoczenia, ale także na brak ojca. W domu po powrocie najlepiej czuje się, jak ma nas w komplecie. Jest to oczywiście efektem tego, że Monż współdzieli opiekę, więc u nas nie ma czegoś takiego jak „pomagający tatuś”.

Błąd 3 – zbyt wolna adaptacja do nowej sytuacji. Otoczenie nie było co prawda zupełnie nowe, ale trudno też oczekiwać od niemowlaka, że zapamięta miejsce, w którym był miesiąc lub dwa miesiące wcześniej. Do tego rzadziej widywana osoba oraz brak obojga rodziców – i histeria gotowa. Okres potencjalnego lęku separacyjnego nie jest najlepszym czasem na forsowanie nowinek w życiu dziecka. Trzeba dać maluchowi czas na zaakceptowanie nowych rzeczy i teraz już to wiem. W tym czasie dziecko jest jak kot – czyli uwielbia rutynę.

Po powrocie do domu zrobiło się spokojniej, ale nadal pojawiały się sytuacje lękowe – chociażby ta związana ze spaniem w innym pomieszczeniu, niż przebywają rodzice. Pierwszego wieczoru Izu obudziła się z płaczem w trakcie drzemki, bo nie zobaczyła nas obok. Dlatego postanowiliśmy ułożyć jej w godzinach wieczornych posłanie w pokoju, w którym przebywamy. Jak się przebudza, patrzy czy jesteśmy i idzie spać dalej.

A jeśli właśnie myślisz sobie, że to fanaberia i że dziecko powinno się przyzwyczajać do samodzielnej samotności, to po pierwsze uświadom sobie, że lęk separacyjny nie jest wyćwiczony, tylko jest kwestią temperamentu. Nie możesz zmienić bojaźliwego dziecka w odważne na siłę – co najwyżej powoli przyzwyczajać do nowych sytuacji. Spróbuj wczuć się w takiego malucha, który dopiero uczy się, że jak rodzic wychodzi na chwilę, to nie zniknie na zawsze i dla którego minuta czy godzina niczym się nie różnią. Taki mały człowiek potrzebuje bliskości i poczucia bezpieczeństwa, więc zadaniem nas, dorosłych, jest mu je zapewnić, a nie edukować w nurcie obowiązującej mody wychowawczej.

To, co możemy robić, to – poza oczywiście nie popełnianiem błędów od 1 do 3 – to:
- zapewnić jak najwięcej poczucia bezpieczeństwa – czyli nosić, tulić i przebywać obok
- opracować strategię wychodzenia z domu – tzn. nie wymykać się, ani też nie przeciągać pożegnania
- ćwiczyć separacje – zacząć od zabawy „gdzie jest mama/tata/dziecko”, stopniowo wychodzić z pokoju, przedłużać te pobyty
- gdy jesteśmy w pomieszczeniu obok możemy mówić do dziecka – u nas trochę działa

No i na koniec dobra wiadomość – lęk separacyjny oznacza, że Twoje dziecko wchodzi w nowy etap rozwoju. Gratulacje!
Copyright © 2017 Mama Size