14:57

W co pakujemy (dziecko) na zimę? W kombinezon!

Dziś coś dla początkujących rodziców. Bo idą chłody i na nasze dzieciaki nakładamy coraz więcej warstw ubrań. O ile takiego starszego, siedzącego niemowlaka ubrać trochę łatwiej (podkreślam – trochę), tak całkowicie bez rozrzewnienia wspominam pierwsze tygodnie wybierania się na spacery z noworodkiem. Brrrrrr.



Nasza Izu urodziła się pod koniec stycznia, więc idealnie w środku pory zimowej – ubiegły rok nas nie rozpieszczał i zimno było nawet do końca kwietnia. Pakowanie takiego malucha w spodnie, kurtkę i – nie daj bosze – buty, było dla mnie awykonalne. Raz, że niemowlaki z reguły nie przepadają za samym procesem ubierania, dwa – chodzi o czas. Wyobraź sobie wierzgające niemowlę, dla którego włożenie kończyny w element odzieży to tragedia, upychane w spodnie, osobno w coś buto-podobnego i kurtkę. Średni pomysł. Faktem jest jednak, że ja jestem do bólu praktyczna i nie toleruje żadnych ubraniowych wynalazków i dopóki Izu jest mała ma być przede wszystkim wygodnie (dla nas i dziecka), a nie ładniutko i słitaśnie.

Dlatego z wielką chęcią używaliśmy kombinezonów – i to nie tylko w czasie zimowych chłodów, ale także później, jak zrobiło się nieco cieplej. Na zimę mieliśmy bardzo fajny, gruby kombinezon z rękawiczkami i ocieplanym kapturem oraz drugi, jaśniejszy.

To, na co chciałabym zwrócić Waszą uwagę, to przede wszystkim zapięcie. Jeśli uda się Wam zdobyć kombinezon zapinany na dwa zamki z przodu – taki jak poniżej na zdjęciu – to bierzcie bez zastanawiania. Ubranie dziecka polega właściwie na położeniu to na kombinezonie, włożeniu rąk i nóg w materiał i zapięcie całości z przodu. Bardzo wygodne rozwiązanie, które świetnie sprawdza się przy małym dziecku. I potencjalne sprawdzanie, czy przypadkiem pielucha nie jest już pełna, jest także bardzo wygodne przy takiej konstrukcji – a jak się wychodzi na spacer z mniejszym niemowlakiem, to sprawdzacie pieluchę czasami i kilka razy.



Poza tym wygodne są także zatrzaski zapinane na skos – tak, jak tutaj:



Wystrzegajcie się zwykłych guzików i wszelkiego rodzaju pasków do dodatkowego zapinania – strata czasu i energii.

Druga rzecz to jakość materiałów. Najlepiej, aby były jak najlepszej jakości i oddychające. Raz zdarzyło nam się dostać kombinezon, w którym młoda po prostu się gotowała. Okazało się, że jego jakość była średnia, przez co dziecko się po prostu pociło. Co ciekawe, nie był to gruby kombinezon – raczej taka opcja na jesień lub wiosnę.

Trzecia istotna kwestia to rozmiar. Ważny, bo chociaż dla takich małych dzieciaków kupujemy rzeczy zwykle większe, to tutaj akurat nie ma co przesadzać. Jeśli kupicie kombinezon zbyt duży, dziecko może np. wyjąć nogę z właściwej nogawki i włożyć do drugiej - awantura na spacerze gotowa. Chociaż faktem jest, że jeśli ręce nie wystają z rękawów, to przynajmniej nie trzeba się męczyć z rękawiczkami.

Większość kombinezonów jest stylizowana na jakieś zwierzęta: koty, króliki itd. Jak ktoś lubi, to czemu nie. My mieliśmy jeden lżejszy kombinezon właśnie z takim kotem. Czy fajny, czy nie, możecie ocenić sami poniżej.


Niewątpliwym minusem kombinezonów są ich ceny. W dziecięcych sieciówkach potrafią przekraczać nawet 150zł, co nie ukrywajmy, jest dość sporą kwotą jak na rzecz, z której dziecko za chwilę wyrośnie. Dlatego fajnie, jeśli możemy trafić na używany w dobrym stanie. Kombinezon to rzecz, której dziecko raczej nie zniszczy, a co najwyżej poplami. Dlatego śmiało można używać takiego, który zmienia właściciela.


Spodobał Ci się wpis? Jeśli tak, to:
dodaj swoją opinię w komentarzu poniżej
polub mój Fanpage klikając w miniaturę po prawej stronie lub tutaj 
udostępnij artykuł na swoim FB
Pamiętaj, że każda reakcja jest dla mnie motywacją!
Dziękuję! 


Copyright © 2017 Mama Size