14:57

No Life Baby

Zrobiłam sobie wczoraj test na HNB. Znaczy nie sobie, ale dziecku naszemu. I wyszła mi większość na tak. No właśnie – większość, a nie wszystko. A ponieważ brak stricte naukowych kryteriów dla zjawiska (nawiasem, to jak wobec tego tworzone są testy?), to pozostanę przy tym, że nawet jeśli nasza mała nie jest HNB, to na pewno jest NLB. Czyli No Life Baby.



Nie przepadam za etykietami, szczególnie takimi, które nie są rzetelnie przepracowane i udowodnione. Powodują łatwe szufladkowanie, które może narobić więcej szkody, niż pożytku. Bo rodzicowi, który stwierdzi „moje dziecko ma ADHD/HNB/inne” łatwo jest zwalić wszystko na przypisaną dolegliwość, zamiast pracować z dzieckiem nad elementem do poprawy. Faktem jest jednak, że gdy trafisz na szczątkowe informacje, które jak ulał pasują do Twojego potomstwa i autorzy artykułów twierdzą, że jest to odchylenie od normy, a Twoje dziecko jest bardziej wymagające od innych – na początek reagujesz lekkim uff, a potem czytasz, czy to oby nie jest niebezpieczne.

Termin High Need Babies stworzyli Martha i William Searsowie. Uznali oni, że niektóre dzieci są trudniejsze w opiece ze względu na specyficzne funkcjonowanie układu nerwowego. Ponieważ w literaturze istnieje zestaw wytycznych dla tego zjawiska – sprawdźmy jak to wygląda w praktyce:

1.       Problemy ze snem – dziecko HNB trudno jest uśpić, a jak już się uda, to byle dźwięk jest w stanie je wybudzić. Dodatkowo nocne godziny snu i dziennych drzemek są nie do przewidzenia. Najczęściej w nocy jest bardzo dużo pobudek, które kończą się karmieniem i długim tuleniem.

U nas: młoda dość szybko zaczęła przesypiać noce – już w wieku 3 miesięcy dała nam spać kilka godzin cięgiem, obecnie (8 miesięcy) przeważnie chodzi spać około 20, budzi się mniej więcej o 6. Można pomyśleć – super! Są natomiast dwa szczegóły: po pierwsze słowo „przeważnie”. To, że my regularnie zbieramy się za wieczorne rytuały o określonych godzinach nijak przekłada się na zasypianie Izu. Jeden dzień padnie o 19 i obudzi się o 22 na godzinną przerwę, a w kolejny nie może zasnąć do 21. Jednego dnia pośpi do 4:30, kolejnego do 7:30. I kompletnie nie ma zależności pomiędzy godziną zaśnięcia a pobudką.
Po drugie – jakość snu. Tu jest bardzo kiepsko. W nocy regułą jest co najmniej dwukrotne wstawanie do dziecka, które przez sen płacze, jojczy lub kręci się jakby coś mu dolegało. Nie ma mowy o tym, że zaśnie snem kamiennym. W czasie pomiędzy jej zaśnięciem, a naszym pójściem do łóżka – wiecie, to ten fajny czas pt. „mogę wszystko” – najlepiej siedzieć w miejscu, bo młoda potrafi się obudzić od byle odgłosu. W czasie wybiegania nawet kot potrafi zbyt głośno zatupać. Najczęściej ofiarą tego słabego spania jest Monż ze snem równie lekkim, co córka. I nie ma tu znaczenia, czy od początku chodziliśmy na palcach w czasie snu dziecka – my specjalnie tego nie robiliśmy, żeby przyzwyczajać małą do normalnych odgłosów. Matka Natura nas jednak przechytrzyła.
Drzemki dzienne to jedna wielka loteria. Od miesiąca jedyną w miarę pewną jest ta poranna, która może zacząć się pomiędzy 9 a 12, a trwa od 30 minut do 2,5 godz. Zdarzają się takie półgodzinne np. o 8:00. W drugiej połowie dnia to już nigdy nie wiadomo. Czasem jest jedna pomiędzy 13 a 14, a druga pomiędzy 16 a 17, a czasem nie ma ich wcale. Jakość tych drzemek też jest marna – generalnie jak dziecko śpi to niczego w domu głośniejszego robić nie wolno. Momentami dochodzi do tego, że nie siadamy na krześle, bo skrzypi i nie rozmawiamy, bo potrafi się obudzić. W trakcie pisania tego tekstu dwa razy biegłam ją usypiać herbatą (przy odpowiednim stopniu zaspania jeszcze działa), bo 300 m od naszego domu na boisku szkolnym trwa właśnie lekcja w-f i nauczyciel używa gwizdka. Mamy zamknięte okna.

2.       Niechęć do wózka – dziecko HNB nie znosi jazdy wózkiem. Albo wrzeszczy już przy wkładaniu, albo po chwili jazdy. Przy odrobinie szczęścia można zastąpić wózek nosidłem lub chustą, chociaż i tak najlepsze są spacery na rękach.

U nas: bosz, ja jak zazdroszczę tym wszystkim mijanym na spacerach matkom/ojcom/opiekunom, którzy spokojnie, niespieszne chodzą. Nie biegną, nie pchają wózka na jednej ręce trzymając klopsa, nie zatrzymują się co chwilę aby spróbować uspokoić prężącego się potomka – po prostu chodzą. U nas spacery to masakra. Jeszcze pierwsze 15 minut ujdzie (przeważnie), przy odrobinie szczęścia młoda na kolejne 30 minut usypia. Ale jeśli drzemki nie ma i spacer trwa dłużej, niż pół godziny, zaczyna się jazda. Jojczenie, płacz, wrzask, prężenie, zrywanie ubrania, purpura na twarzy przechodząca powoli w odcienie fioletu – wszystko mija jak za dotknięciem czarodziejską różdżką, gdy tylko młoda ląduje na rękach. Wtedy nagle zaczyna się rozglądać i jest wspaniale! Do niedawna już na tym etapie nie było opcji bezgłośnego włożenia do wózka. Ostatnio jest jakby lepiej. Po kilku minutach daje się odłożyć, najczęściej bez wielkich ryków.
Dodatkowo jazda autem też do niedawna była problemem. Teraz jest jakby lepiej, chociaż dłuższą trasę kilka tygodni temu pokonywałam w akompaniamencie wrzasków.

A jak jeszcze raz usłyszę, że „no co ty, przecież dzieci śpią w wózku/samochodzie” to jest spora szansa, że zabiję interlokutora.

3.       Brak rytmu dnia – przy HNB nie ma możliwości ustalenia stałego planu dnia. Wyznaczenie więc sobie jakichś czynności (np. pójdę do sklepu/urzędu/na pocztę) jest co najmniej ryzykowne. Oznacza to, ze planować można sobie tylko rzeczy, które możemy odłożyć na kiedy indziej. Te konieczne należy zaplanować na czas bez dziecka, albo dać im kilkudniowy bufor czasowy.

U nas: jak poniekąd wynikało z powyższego sztywny plan dnia u nas nie istnieje. Młoda usypia, kiedy chce i na tyle, na ile jej się akurat podoba. Nie ma czegoś takiego jak „jak się zmęczy to dłużej pośpi”, bo długość i jakość snu są całkowicie losowe. Gdy umawiamy się na wyjście całą gromadą bardzo często zdarza nam się spory poślizg, bo np. pół godziny przed planowanym wyjściem dziecko usnęło – a chociaż tyle ogarnęliśmy, że jak już śpi to pod żadnym pozorem ruszać jej nie wolno. Wybudzona nie zaśnie ponownie i będzie dodatkowo marudna. Więc w takiej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, niż czekać, aż sama się obudzi.
Te nieszczęsne drzemki determinują cały plan dnia wszystkich domowników. Czasami spacer odbędzie się o 11, czasami o 14, bo Izu później zasnęła. „Wtłoczenie” dziecka na siłę w sztywne, wytyczone przez nas ramy kompletnie się nie sprawdza, ponieważ młoda najzwyczajniej w świecie ma własne potrzeby. A ponieważ jej sen jest dla nas wartością nadrzędną i trudną do osiągnięcia, to wszystko inne schodzi na dalszy plan.

4.       Dziecko HNB jest nieodkładalne – dlatego nie lubi wózka, własnego łóżka czy bujaczka. Najlepiej czuje się w ramionach rodziców (często tylko matki) i wrzeszczy, gdy próbujemy je odłożyć. Noszenie jest nieodłączną metodą na uspokojenie malucha, dlatego rodzice często potrzebują chusty lub nosidła.

U nas: przez pierwsze 3 miesiące młoda faktycznie najlepiej czuła się na naszych rękach. Było to o tyle kłopotliwe, że wykluczało zrobienie czegokolwiek – i nie mówię tu o odkurzaniu mebli czy myciu podłóg, ale o bieżące obowiązki przy małej. Dziś na przykład odkurzałam trzymając prawie 11 kg malucha na jednej ręce. Ze spaniem we własnym łóżku też nie jest różowo i Izu sypia z nami. Teraz już rzadziej, ale na początku dość często przesypiała z nami nocki, ponieważ jakość jej snu była nieporównywalnie lepsza. O spacerach krótko pisałam wyżej – wybawieniem okazało się nosidło – maks po kwadransie mała zasypia i śpi naprawdę długo. Często zdarzało się, że po ponad godzinie przechadzki z nosidłem wracałam do domu z nadal śpiącym dzieckiem, siadałam na kanapie i także ja odpoczywałam (a ona nadal spała).

5.       HNB nie zna stanu przejściowego ani sygnałów ostrzegawczych – oznacza to tyle, że jak dziecku zaczyna się nie podobać to, że leży/stoi/zaczyna być głodne/inne, to nie ma początkowego kwilenia, tylko od razu drze się w niebogłosy

U nas: nie dalej jak wczoraj była taka sytuacja – młoda przy wejściu do kuchni siedzi sobie w miarę spokojnie w bujaczku, nie zgłasza sprzeciwu wobec niczego. Ponieważ była to jej pora jedzenia (nie dawała znać, że jest głodna), poszłam w stronę manufaktury przygotować posiłek. Jak tylko skumała, że żarcie, to najwyraźniej zrobiła się wilczo głodna, bo od wrzasku Monż aż z łazienki wyskoczył. I tak jest bardzo często. Nasze dziecko najwyraźniej nie zna poczucia lekkiego dyskomfortu – zamiast tego świetnie opracowała wyrażanie aprobaty i totalnej dezaprobaty. Nawet jeśli uda jej się pokwilić, to bardzo szybko przechodzi to w płacz.
Dodam, że każda przeszkoda – szczególnie jeśli chodzi o nowe dokonania fizyczne – kończy się rykiem i frustracją. Jeśli jakiś ruch młodej nie wychodzi to nie ma co liczyć na próbowanie do skutku – prędzej usłyszymy wrzask poparty purpurą na twarzy.
Aha, jeszcze jedno – kiedyś była u nas policja. Podobno na piętrze były hałasy i ktoś zgłosił...

6.       Gdy dziecko HNB jest aktywne wymaga 100% uwagi rodzica – oznacza to tyle, że nieważne są zabawki, bujaczki i inne cuda jeśli Ciebie nie ma w pobliżu. Maluch najchętniej spędza czas wchodząc w interakcje z Tobą i niechętnie (lub wcale) zgadza się na to, że np. opuszczasz pokój.

U nas: no chociaż tu mamy małą taryfę ulgową. Bo chociaż ewidentnie Izu nie lubi jak się jej znika z horyzontu, to potrafi kilka minut sama się czymś zająć jeśli ma nas na widoku. Nie są to długie chwile, ale zawsze coś. Trzeba przyznać, że nawet kilka minut na macie obok małej, kiedy nie trzeba czymś jej zabawiać, a można tępo pogapić się w przestrzeń, są zbawienne.
Przeważnie lubi jednak, jak się jej poświęca uwagę. Można robić miny, dziwacznie tańcować i się wygłupiać na wiele innych sposobów – ważne, że wchodzimy z nią w bezpośrednie interakcje.

7.       Dziecko HNB trudno jest zadowolić, ponieważ często zachowuje się, jakby samo nie wiedziało, czego chce

U nas: oj, tutaj bywa ciężko. Mamy tak, że Monż pracuje w domu przez większość czasu. Nieodłącznym elementem są rozmowy online ze współpracownikami na Skypie. I jak na złość panienka budzi się, akurat kiedy tatuś zdzwania takie spotkanie. Przy odrobinie szczęścia udaje mi się ją czymś zająć, ale bywają takie chwile, jak wczoraj – siedzieć źle, leżeć źle, leżeć na brzuchu źle, stać źle, w bujaczku źle, zabawki blee. Wtedy nie pozostaje nic innego, jak seria ćwiczeń, z których wyraźnie wynika, że mam jakieś ukryte zdolności choreograficzne.

8.       Dziecko HNB bardzo szybko wyczuwa emocje i napięcia w otoczeniu – jeśli więc macie ciche dni lub, jak kto woli, w domu wisi siekierka, Wasz maluch od razu zareaguje na to płaczem

U nas: to się zgadza. Nawet zwykła, dynamiczna wymiana zdań nieco podniesionym głosem powoduje płacz.

9.       HNB nie potrafią uspokoić się same lub z pomocą zwykłych przedmiotów – jeśli płaczą, to nie pomoże smoczek, pozytywka czy przytulanka. Dziecko uspokoi się tylko na rękach przytulane przez jednego z rodziców.

U nas: nie ma opcji, aby w rozpaczy Izu uspokoiła się inaczej, niż dzięki noszeniu. Nawet przytulanie na siedząco nie działa, o zabawkach nie wspominając. Karuzela z pozytywką nigdy nie wpływała na nią uspokajająco – o usypianiu już nie wspomnę. Smoczek wypluwa, zabawek albo nie zauważa, albo ją dodatkowo pobudzają.

10.   Dzieci HNB jedzą częściej

U nas: Izu bardzo szybko musiała być przestawiona na MM. Ale i tak jadła od zawsze częściej, niż głosiły zalecenia producenta – średnio o 2 lub 3 posiłki na dobę. Położne też na początku załamywały ręce, że młoda je zbyt dużo. Tylko co, przepraszam bardzo, mieliśmy zrobić, gdy dziecko płakało z głodu, a na początku mieliśmy problem ze spadkiem wagi? Wytłumaczyć niemowlakowi, że powinno jeść mniej?
Po ukończeniu 7 miesiąca liczba posiłków jest już unormowana, a porcji mleka tyle, ile zaleca producent dla tego wieku. Więc można powiedzieć, ze wyrosła.

Podsumowując, wygląda na to, że cechy HNB nasza córka dostała w spadku po tacie. Z opowieści teściowej wynika, że Monż umilał jej życie szczególnie swoją nieodkładalnością, przez co nauczyła się wszystko robić jedną ręką. Opuszczanie pomieszczenia, w którym przebywał, również groziło wrzaskiem. Plus był taki, że spał na spacerze – póki wózek jechał. Ale jakość drzemek pozostawiała wiele do życzenia.

Zastanawia mnie tylko, czy oby przytoczone powyżej cechy nie są charakterystyczne w mniejszym lub większym stopniu do ogółu niemowląt? Przecież noszenie, przytulanie i częste karmienie to podstawowe potrzeby dzieci w tym wieku. W społecznościach mniej cywilizowanych nie ma bujaczków, kojców i innych udogodnień, do których wkładamy malucha, a też rodzice są bardziej wyczuleni na jego potrzeby, ponieważ nie otaczają ich dziesiątki rozpraszaczy. Telewizor, komputer, smartfon – tego nie znały wcześniejsze pokolenia, które z braku dodatkowych bodźców bardziej nastawione były na ogólnie pojętą interakcję społeczną.

Szeroki dostęp do mediów to przecież także zmora dzieci. Niemowlak gapiący się w migające obrazki w telewizorze lub ciągany po mocno oświetlanej galerii handlowej będzie o wiele bardziej narażony na bodźce, na które jego układ nerwowy kompletnie nie jest przygotowany. I to także będzie się przekładało na jego pobudzenie i kłopoty ze snem.

Poza tym obecnie dzieciom funduje się mnóstwo zabawek wydających dźwięki. Śpiewające misie, komputerki dla niemowląt, mini smartfony – wszystkie one grają tak, że nam, dorosłym, po kwadransie pęka głowa. Dzieci wcześniejszych dziesięcioleci bawiły się cichymi zabawkami –  jak wspomnicie sobie Wasze przedmioty z dzieciństwa, to jakie one były? Grały na milion sposobów, czy to raczej Wy wymyślaliście głosy dla nich? My ostatnio zdemontowaliśmy jakiś grający element, bo decybeli było stanowczo za dużo. Zdarzyło mi się też wyjąć baterie z grające żabki, która nie dość, że dźwięczała przy naciskaniu odpowiednich miejsc, to jeszcze co kilka minut przypominała o sobie kilkoma nutami. Masakra.

Dlatego podejrzewam, że zjawisko High Need Babies, które przecież nie jest terminem stricte medycznym, może być nieco wyolbrzymiane w przypadku niektórych dzieci. Warto na pewno doedukować się w temacie, jeśli mamy podejrzenia, że także nasz malec podpada pod klasyfikację. Ale nie szalejmy – w końcu zawsze lepiej dla dziecka, jeśli czas na rozwiązywanie internetowych testów zamienimy na wspólną zabawę.


Spodobał Ci się wpis? Jeśli tak, to:
- dodaj swoją opinię w komentarzu poniżej
- polub mój Fanpage klikając w miniaturę po prawej stronie lub tutaj 
- udostępnij artykuł na swoim FB
Pamiętaj, że każda reakcja jest dla mnie motywacją!
Dziękuję! 


Poza literaturą M. i W. Searsów korzystałam z następujących źródeł – dostępy z 13.10.2017:

http://www.wymagajace.pl/high-need-baby-wymagajace-dziecko-czyli/
Copyright © 2017 Mama Size