02:15

[Uwaga - sarkazm] Z dzieckiem możesz wszystko!

Godzina 21:16. Siedzę przed komputerem, odpalam dokument worda z zamiarem napisania nowego tekstu. Powieki opadają, głowa ciąży coraz bardziej. Dla relaksu czytam krótki tekst jednej z blogerek o tym, jak to z niemowlakiem pod pachą dzielnie radzi sobie z pracą zawodową. Teza jest jasna: jak chcesz, to możesz, a jak nie możesz, to nie starasz się wystarczająco mocno. Uśmiecham się pod nosem, bo większej bzdury dawno nie czytałam.



Na początek uchylę rąbka tajemnicy. Od kilku miesięcy pracuję nad reaktywacją (w nieco zmienionej formie) mojej zawieszonej działalności gospodarczej. Nie ma to być na początek wielka firma przynosząca kokosy – bardziej coś, co stopniowo przyniesie dodatkowy przychód, a w przyszłości zapewni pełne samozatrudnienie. A ponieważ wizja powrotu po macierzyńskim do ponad 10 godzinnego trybu pracy poza domem powoduje w chwili obecnej coś pomiędzy palpitacją sercą, a wizją śledzenia rozwoju własnego dziecka tylko na zdjęciach zrobionych komórką, nikt nie zarzuci mi braku motywacji. Problem w tym, że motywacja a możliwości są w tej sytuacji jak dwie typowe baby: czasem się zaprzyjaźnią, ale raczej każda z chęcią zrobi na złość tej drugiej.

Lista rzeczy do zrobienia wygląda następująco: opisać usługi (jest połowa), przeprowadzić analizę konkurencji (jest), wybrać usługodawcę domeny i hostingu (jest), postawić stronę (jest większość), poużerać się z dostawcami płatności online i skumać, o co właściwe chodzi (jest), zrobić jakieś certyfikaty SSL i też skumać, o co chodzi (jest prawie), zarejestrować się w GIODO (nie ma), napisać regulaminy i inne super ważne rzeczy oparte na prawniczym slangu (trochę jest), obejrzeć pierdyliard webinarów na temat promocji na Instagramach i innych fejsbukach (jest trochę). Ogłosić start.

I to wszystko w jakieś maksymalnie 2 godzinny dziennie. Większość w godzinach nocnych, kiedy pomyślunek już nie taki.

Serio, jak ktoś mi trzepie nad głową farmazony typu „nowoczesna matka może wszystko: pracować, chodzić na fitnessy, zadbać o siebie, nadal poświęcać się swojemu hobby, itd.” to mam ochotę puknąć kogoś w czoło i zapytać, jak duży oddział opiekuńczo-wychowawczy ma rzeczona nowoczesna matka pod ręką i/lub w jak dużym stopniu jej dziecko jest na pilota.

Bo u mnie wygląda to tak: młoda budzi się około 6 lub 7 rano i buszuje do jakiejś 9:30 – 10:00. Wtedy jest drzemka, maksymalnie godzinna – w tym czasie mam pierwszą okazję do złapania kompa i ogarnięcia podstaw na cały dzień, tzn. maile od firm i help desków plus jakieś drobne czynności. Od około 11 mamy: drugie śniadanie, spacer plus jakieś zakupy, obiad młodej, obiad nasz. Monż kończy pracę i albo coś ogarniamy w domu, albo gdzieś jedziemy, a bo to trzeba coś dla młodej kupić lub trochę się poudzielać społecznie i rodzinnie. Prędkość wychodzenia z domu z takim berbeciem też pozostawia wiele do życzenia. Wracamy, mamy może jakąś godzinę i następuje wieczorna sekwencja: kąpiel pomiędzy 19 a 20, karmienie i usypianie. Przy dobrym wietrze Izu śpi po 20. Wtedy trzeba oczywiście ogarnąć sprzątanie po tych kąpielach i karmieniach, i można zasiąść do pracy.

Spytacie: a gdzie druga drzemka? No cóż, moje dziecko spanie w dzień opanowało tak solidniej dopiero kilka tygodni temu. Jako młodsze niemowlę potrafiła nie spać w dzień wcale, lub co najwyżej dwa razy po 30 minut. Co się działo wieczorami, gdy mała głowa była już przeładowana bodźcami, nie będę opisywać.

Po drugie możecie spytać: a kiedy sprzątasz? No cóż, prawda jest taka, że albo wcale, albo małymi skokami pomiędzy całością. Duże eventy z mopem i odkurzaczem mamy raczej w weekend. Regularnie wstawiam pranie, ale zdarza mi się je wieszać po kilku godzinach leżenia w pralce. Trudno. Jeszcze nikt od tego nie umarł.

Jako wisienkę na torcie dodam, że młoda tak dopiero od miesiąca ma jakiś w miarę stały harmonogram. Wcześniej jadła, kiedy chciała, awanturowała się i okresowo chciała być tylko na rękach, co oczywiście skutecznie uniemożliwiało robienie czegokolwiek.

Pytam ja się więc tych wszystkich, którzy twierdzą, ze z dzieckiem można spokojnie pracować: jak? Jak wyłączacie dziecko? Gdzie Wasze modele mają ten przycisk? Jak zwalniacie tryby ząbkowania, kolek, marudzenia? Jak uruchamiacie tarcze ochronne przed dziecięcą potrzebą uwagi i bliskości?

Ja tego nie mam i tak nie umiem. Wiem, że gdy mała nie śpi woli wchodzić w interakcje lub patrzeć, jak robię coś mało statycznego. Właśnie jakieś wieszanie prania lub mycie garów, okraszone matczynym pląsem i przyśpiewką. Siedzenie przed komputerem jest dla niej średnio interesujące, a też pamiętam, że jak będę chciała, aby potem sama ruszyła tyłek i np. pojeździła na rowerze, to nie może widzieć rodziców przyklejonych do klawiatury. Przechowywanie dziecka u babci w większym wymiarze czasu też nie jest rozwiązaniem, bo za dużo się traci. Nie chcę, aby kolejne czynności były robione po raz pierwszy na czyichś oczach, a nie moich. Nagrałam dziś film, jak mała stopa wędruje po raz pierwszy do buzi i wiem, że będę go oglądać jeszcze długo z zacieszem na twarzy. A zaciesz podwójny, bo nie dość, że utrwalone, to jeszcze byłam tego pierwszym obserwatorem.

Do tego dochodzi jeszcze kwestia rodzaju pracy. Jeśli pracujesz z klientem, to z dzieckiem w tle może być trudno. Mało profesjonalne jest gaworzenie do słuchawki w trakcie rozmowy lub dziki ryk, bo właśnie nieokiełznana zabawka trafiła w czoło.

Dlatego trzeba jasno powiedzieć, że praca przy zupełnie małym dziecku może się udać, ale absolutnie nie jest normą. Jeśli u kogoś się sprawdza, to super. Ale w żadnym wypadku nie można wkręcać rodzicom, że są życiowymi niemotami, bo nie potrafią sobie tak zorganizować dnia, aby „siedząc w domu” z niemowlakiem nie podejmować pracy zarobkowej. Zresztą to samo tyczy się innych zajęć, typu hobby lub zajęcia poza domem.

Jeśli więc wyrzucasz sobie, że znowu czegoś nie zrobiłaś/zrobiłeś, bo dziecko zajęło Ci cały dzień – wyluzuj! Pomyśl, że wkrótce ten mały człowiek będzie trochę bardziej samo ogarnialny i wtedy Twój czas nieco się wydłuży. Oby jak najszybciej.


Ps. Mam taką wizję: w czasie mojej pracy młoda siedzi obok i się bawi/rysuje/układa klocki. Kiedy, pytam się, kiedy? 
Copyright © 2017 Mama Size