22:49

Park dzikich zwierząt w Kadzidłowie

Tym razem trochę po czasie, ale bezwzględnie wykorzystam mój własny blog, aby przestrzec wszystkich przed wizytą w tym miejscu. Ten tekst to taka mała cegiełka dla polepszenia losu „eksponatów” w wątpliwej atrakcji turystycznej. Celowo bez zdjęć, bo naprawdę nie było czego pokazywać. Mam nadzieję, że jeśli trafi na mój wpis jakiś przypadkowy Internauta, to odwiodę go od nabijania kasy „biznesmenom” prowadzącym ten interes.

W sierpniu 2016 roku byliśmy jednymi z wielu osób odwiedzających Park Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie. I żeby było na początku coś na temat – miejsce kompletnie nie nadaje się dla rodzin podróżujących z wózkiem. Ba, nawet z małymi dziećmi! Do samego parku, a także do poszczególnych sekcji (chyba tak to można nazwać) trzeba przemieszczać się po stromych drabinach. Nie było na ten temat żadnej informacji na etapie kupowania biletów. Drewniane drabiny miały około 2 m wysokości i ich pokonanie powodowało sporo trudności. W naszej grupie było kilkoro małych dzieci i jedna rodzina z wózkiem – bezskutecznie prosili przewodniczkę o otwarcie bram. Musieli więc każdorazowo przenosić nie tylko dzieciaki, ale też wózek, po stromych drabinach.

A teraz do rzeczy. Park oceniam w dwóch kategoriach: sytuacji zwierząt oraz zachowania zwiedzających (czyli na co pozwalają organizatorzy, bo jak wiadomo o autorefleksję w narodzie czasem bardzo trudno).

Sytuacja zwierząt była według nas po prostu zła. Tylko kilka gatunków miało faktyczny wybieg. Reszta była albo w zbyt małych klatkach/wolierach, albo była narażona na nachalne kontakty ze strony zwiedzających. Dzieciaki niektórych turystów dosłownie goniły za osłami lub natrętnie głaskały unieruchomionego na ścieżce łosia. Naprawdę trudno było oglądać stłoczone w niewielkich zagrodach, nie najlepiej wyglądające zwierzęta, otoczone przez hordy zwiedzających, od których dzieliła ich zbyt mała odległość.

I tu przejdźmy do zachowania samych odwiedzających oraz do tego, co im wolno. Powiem krótko: stanowczo zbyt wiele. Chociaż obsługa informuje, że dokarmiać nie wolno – dzieciaki dokarmiały. Chociaż głaskać też nie bardzo – nikt tego nie pilnował. Ponieważ wycieczka była dość spora (ponad 20 osób), a oprowadzającej wyraźnie się spieszyło, kompletnie nie zwracała uwagi na to, jak poszczególne osoby traktowały zwierzęta. Co więcej, mieliśmy wrażenie, że w parku jest przyzwolenie na spoufalanie się z tytułowymi „dzikimi” istotami, które nagle zyskały status maskotek.

Podsumowując: nigdy więcej. Nawet, jeśli nagle organizator zadeklarowałby polepszenie warunków bytowania swoich podopiecznych. Po wizycie doczytaliśmy się, że miejsce jest krytykowane przez wielu zwiedzających (wiem, nasz błąd, że dopiero po). Niestety, zdarzają się tacy, którym tego rodzaju "bliski kontakt" ze zwierzętami się podobał (!!!). Widać, że jeszcze wiele edukacji trzeba w ludzi wtłoczyć dożylnie, aby zorientowali się, że zwierzęta nie istnieją wyłącznie po to, aby spełniać ich zachcianki. I że jeśli już park opiekuje się istotami, które odratowano i nie można ich zwrócić naturze, to należy zapewnić im godne warunki i nie próbować ich przerabiać na pluszowe maskotki z półek kilkuletnich córek.  



Copyright © 2017 Mama Size