15:04

Porozmawiaj ze mną o czymś innym, niż dziecko

Dzisiejszy tekst kieruję do wszystkich, którzy w swoim bliższym lub dalszym otoczeniu mają ciężarną lub świeżo upieczoną matkę. Kochani, rozmawiajcie z nią o czymś innym, niż dziecko!



Na początek wyobraźcie sobie przeciętną współczesną dziewczynę. Pracuje, spotyka się ze znajomymi, chodzi po sklepach i do fryzjera/kosmetyczki, bywa w kinie lub/i teatrze, uczestniczy w szkoleniach lub studiach i robi inne rzeczy, specyficzne dla niej. Zachodzi w ciążę i dużo rzeczy się zmienia. Nie chodzi do pracy i siłą rzeczy nie ma stałego kontaktu ze współpracownikami i klientami. Ci pierwsi, jeśli już dzwonią, to na początku maglują firmowe plotki, ale potem jest to coraz rzadsze i rzadsze. Chodzenie po sklepach powoli robi się coraz trudniejsze, podobnie z fryzjerem, kosmetyczką i innymi przyjemnościami. Do kina lub teatru wyrwie się raz na jakiś czas, ale na pewno nie tak często, jak dawnej. Chwilowo musi odłożyć na bok plany podnoszenia kompetencji, ponieważ nie ma na to czasu, ale przede wszystkim siły. Wiadomo, małe dziecko wymaga bycia na nieustannym standby’u. Jeśli ma jakieś hobby, również mocno je ogranicza. I nie chodzi o to, że jest jej z tym źle – po prostu dziecko zmienia grawitację.

Ale to nie znaczy, że nagle staje się jednostką całkowicie pozbawioną osobowości, zainteresowań i tematów innych, niż własne dziecko. To nie jest tak, że zachodząc w ciążę zwoje mózgowe odpowiedzialne za myślenie nagle zostają przeprogramowane tylko na malucha. Owszem, jest on ważny, ale dla własnego zdrowia psychicznego matce potrzebna jest odskocznia. Nie może od momentu pokazania się dwóch kresek na teście rozmawiać wyłącznie o ubraniach dziecięcych, meblach do pokoju dziecięcego, pieluchach dla dziecka, gadżetach dla dziecka. Nie może codziennie referować wyłącznie tego, co dziecko zjadło, ile razy się odbiło i ile zużyło pieluch. Nie będzie wciąż z tym samym entuzjazmem opowiadać o zjedzonych kaszkach i zrobionych minach. Bo ile można?

Umiaru, ludzie, umiaru! Współczesna, przeciętna matka jest wyrwana ze środowiska naturalnego. Nie chodzi do pracy, nie ma „zwykłego” kontaktu z człowiekiem. Tak bardzo go pragnie, że czasem aż boli. Wy prowadzicie swoje życie i pytania o bobasa są dla Was miły dodatkiem. Dla niej nie. Dla niej to wszystko, wokół czego kręci się teraz jej życie. I czasami tak bardzo zazdrości partnerowi codziennej pracy, że jest gotowa dużo oddać za chociaż jeden dzień na miesiąc oderwania się od pieluch, kaszek i ośliniania ubrań. A niech nieszczęsny powie coś o tym, że w robocie do dupy! Spadnie na niego przynajmniej spojrzenie pełne zgrozy i pogardy, a skończyć się może na uszczypliwościach z gatunku „kto ma gorzej”. Paranoja.

Dlatego jak tylko widzisz, że świeżo upieczonej (lub przyszłej) matce znacząco spada entuzjazm, kiedy pytasz ją o potomstwo, porozmawiaj z nią o czymkolwiek innym. Opowiedz jej o filmie, książce, czymkolwiek. Co z tego, że nie widziała? Poleć, ale bez spojlerów.  Obgadaj znajomych, jeśli to sprawi jej frajdę. Opowiedz o sobie, swoich sprawach. Rozmawiajcie o czymkolwiek, co nie będzie związane z ciążą i dzieckiem. Na pewno będzie Ci wdzięczna. Znacie się przecież nie od dziś, przypomnij sobie po prostu, o czym rozmawialiście przed ciążą. A jeśli sama wróci do tematu malucha? Cóż, oznacza to prawdopodobnie, że chce o tym mówić i wszystko jest ok.

Ja jestem wdzięczna za mądre otoczenie. Takie, które wie, kiedy mam dość i zmienia temat. Serio, wielkie dziękuję!



Ps. Kilka dni tematu porozmawiałam z miłym panem z infolinii o zmianie domeny. Matko, jaka radość! Pomówić o czymś trudnym (a obecnie wiele rzeczy w moim mniemaniu uchodzi za trudne), pogłowić się przez chwilę nad czymś, co wykracza daleko poza życie domowe. Miodzio! 😊
Copyright © 2017 Mama Size