05:36

Spacerówka - czy już czas?

Każdego rodzica w pierwszych miesiącach po narodzinach dziecka czeka dylemat dotyczący przesiadki na spacerówkę. Głównym pytaniem, jakie sobie zadajemy jest: czy to już? Zastanawiamy się, czy skoro dziecko jeszcze nie siedzi pewnie (lub wcale) to czy właściwa i zdrowa jest dla niego zmiana pozycji leżącej w gondoli na bardziej spionizowaną. Boimy się (zapewne słusznie) o kręgosłup malucha oraz ogólną postawę jego ciała. Ponieważ my także przebrnęliśmy przez takie dylematy, opowiem Wam jak było u nas.



My przesiadkę na spacerówkę przepracowaliśmy dość wcześnie, bo pod koniec czwartego miesiąca. W zasadzie nie bardzo mieliśmy wyjście – młoda od kiedy tylko zaczęła obserwować świat, darła się w niebogłosy w pozycji leżącej w gondoli. W sumie trudno się jej dziwić – tyle ciekawostek dookoła, a ona może się tylko gapić na to, co akurat przelatuje nad jej głową. Testem na to, czego dziecko oczekuje, było branie jej na ręce – gdy tylko wyciągaliśmy ją z gondoli, płacz ustawał i mała rozglądała się dookoła. Nie pomagała nawet podpórka pod głowę, dziecko za mało widziało i spacery były prawdziwą katorgą. Serio, samo ubieranie w trzy warstwy odzieży było męczące dla wszystkich i zwykle wyjście z domu zwiastowało sąsiadom wycie naszej domowej syreny alarmowej. Potem też nie było łatwo, jako że mała protestowała głośno w trakcie spaceru – chyba, że ktoś ją niósł, to było w porządku. Sprawy nie ułatwiał fakt, że Izu jest dość duża jak na swój wiek i w gondoli mogło jej być zwyczajnie niewygodnie. Tym sposobem, na fali desperacji, postanowiliśmy sprawdzić, czy nasza spacerówka już się nadaje.

Po poszukiwaniach w sieci oraz literaturze okazało się, że możemy używać naszej spacerówki z jednym zastrzeżeniem – trzeba wozić dziecko w pozycji półleżącej. Sprawdziliśmy jaką spacerówkę mamy w domu. Ponieważ kupowaliśmy wózek w systemie 3w1, to na szczęście po gondoli mogliśmy spokojnie skorzystać z opcji spacerowej. Mała ma usztywnioną konstrukcję pod plecami, z regulowanym kątem nachylenia. Póki nie ma usztywnionej pozycji siedzącej ma tendencję do przechylania się w jedną stronę. Na to jest prosty sposób – po prostu podkładam jej z bogu zrolowany koc, dzięki czemu siedzi (bardziej siedzio-leży) prosto.

Zmiana jakościowa jest ogromna. W spacerówce Izu więcej widzi. Rozgląda się zaciekawiona, szczególnie na zieleń. Nie przepada za daszkiem, więc gdy świeci słońce walczymy z inżynieryjnym żartem, czyli parasolką przyczepioną do wózka (o niej więcej tutaj). Jeśli drzemie rozkładamy wózek na płasko – wtedy ma dużo miejsca. Ale jeśli nie śpi i leży zbyt głęboko, także protestuje. Nie dalej jak wczoraj płaczem dała znać, że chce bardziej siedzieć, niż leżeć.


Dla małych dzieci, które jeszcze nie siedzą pewnie, nie nadają się spacerówki typu parasolka. Nie ukrywam, że czekamy z utęsknieniem na ten moment, kiedy pozbędziemy się wielkiego dotychczasowego wózka na rzecz mniejszego, lżejszego i – co chyba najważniejsze – składanego. Bo chociaż nasz i tak jest jednym z najlżejszych na rynku, to zmiana będzie znaczącym udogodnieniem spacerów, podróży i planowania rozkładu mebli w mieszkaniu.
Copyright © 2017 Mama Size