14:25

Pokolenie 500 plus?

W ostatnim czasie, z powodu turnusu w szpitalu, byłam odcięta od świata i od wszelkich kanałów informacyjnych. Pewnego dnia do moich uszu dotarła wiadomość, na którą nawet nie wiedziałam jak zareagować – śmiechem, zdziwieniem, wzruszeniem ramion czy podniesionymi brwiami. Informacja była tak idiotyczna i oderwana od rzeczywistości, że nie sposób się do niej nie ustosunkować.

efekt 500 plus


Otóż dowiedziałam się, że moje dziecko należy do „pokolenia 500 plus”. Premier Szydło, zachwycona własnym programem stwierdziła, że dzieci urodzone w poprzednich miesiącach, a także te, które za chwilę przyjdą na świat, są poniekąd efektem rządowego rozdawnictwa pieniędzy. Posługując się statystykami zawierającymi ogół urodzeń w Polsce, dumnie obwieściła zwycięstwo nad spadającym przyrostem naturalnym. Szkoda tylko, że zaliczanie mojego dziecka do tych obliczeń to zwyczajna bzdura.

Jak bowiem można powiedzieć, że dziecko kompletnie nie łapiące się na rządową darowiznę zostało urodzone z jej powodu? Czy ktoś uwzględnił w publicznie pokazywanych statystykach pierwsze dzieci w rodzinach? Nie sądzę. Łatwiej przecież pokazać dane ogólne i populistycznie je wykorzystać.

Prawda jest taka, że przyrost i tak jest mały, biorąc pod uwagę rozmnażające się właśnie roczniki wyżu demograficznego z początku lat osiemdziesiątych. Spora grupa osób w moim wieku wyjechała za granicę i to tam zakładają rodziny. A pozostali – szczególnie dziewczyny – doszli do wniosku, że przekroczona trzydziestka to ostatni dzwonek na urodzenie dziecka. Najczęściej pierwszego.

Bo czy w miarę myśląca jednostka zdecyduje się na potomstwo ze względu na wątpliwe korzyści finansowe? Przecież nawet jeśli zdecydowalibyśmy się na drugie dziecko, to zanim się ono urodzi czekają nas wybory parlamentarne i nie wiadomo, czy kolejna partia rządząca utrzyma program 500 plus w obecnej formie. Ponadto każdy, kto miał dziecko wie, że te 500 złotych nie załatwia wszystkich kosztów utrzymania potomka. A co z możliwością powrotu do pracy, opieką nad dziećmi, dyskryminacją młodych matek przez pracodawców? Czy panie Szydło i Rafalska kiedykolwiek szukały zatrudnienia mając małe dzieci w domu? Wątpliwe.

Na koniec pozostaje kwestia wolnego wyboru. Ja jako kobieta, której zdrowiem próbuje się w tym kraju zarządzać, z niechęcią myślę o rodzeniu kolejnego dziecka. Nie chcę narażać się na kuriozalną klauzulę sumienia u lekarzy pracujących w publicznej służbie zdrowia, opłacanych za moje laickie pieniądze. Nie chcę martwić się, czy przy okazji zmian w opiece okołoporodowej nie odbierze mi się minimum humanitarnych zasad w czasie porodu. Nie chcę, aby o tym, co się będzie działo ze mną i dzieckiem decydował człowiek z kotem lub co gorzej lekarz skazujący pacjentki na rodzenie dzieci skazanych na śmierć.

Pozostaje więc pytanie – czy przy niepewnych dodatkowych 500 złotych, niestabilnej sytuacji zawodowej, braku systemowej opieki dzieci do lat 3 oraz braku zapewnienia poszanowania moich praw do samostanowienia, będę myśleć o kolejnym dziecku? Nie sądzę.

Dlatego proszę naszych rządzących, aby przy pokazywaniu wydumanych wniosków nie wycierali sobie moim dzieckiem gąb trąbiąc o sukcesach. I przy prezentowaniu statystyk prezentowali liczby minus jeden.





Copyright © 2017 Mama Size