13:51

Czy rodzic może być prokrastynatorem?

Czy świeżo upieczony rodzic może być prokrastynatorem? Czy matka/ojciec i prokrastynator nie są antonimami? Czy w ogóle jest możliwe odkładanie czegokolwiek, co jest związane z dzieckiem i jego potrzebami, na później? Nie.

prokrastynacja jak sobie radzić


Prokrastynacja jest czymś powszechnym, chociaż niewiele osób zna to pojęcie. Chorobliwe odkładanie czynności na później przy jednoczesnym wytwarzaniu wielu uzasadnień takiego postępowania nie jest zwykłym lenistwem, ale złożonym procesem, na które cierpi bardzo wiele osób. Prokrastynator potrafi wyobrazić sobie z całą stanowczością, że robi coś później, chociaż gdy to „później” nadchodzi w formie teraźniejszości, czynność ponownie jest odraczana.

Sama niestety należę do grona prokrastynatorów. Do tej pory nie pomagały żadne metody walki z tą uciążliwą przypadłością – sposoby automotywacji skuteczne były na krótko i kolejne zaległości kolejkowały się, niezależnie od swojej wagi. Pomoc przyszła z zupełnie niespodziewanej strony – od faktu pojawienia się niemowlaka, którego w całości trzeba zagospodarować.

Odkrycie było dość szybkie – jeszcze w szpitalu okazało się, że słynny instynkt macierzyński każe ruszyć cztery litery w ramach reakcji na każdą potrzebę potomka. Nie ma żadnego wymyślania pseudo racjonalnych powodów do odroczenia działania, ani leniwego odwrócenia się plecami do problemu. Działasz, bo tego wymaga sytuacja.

Przykład? Proszę bardzo.
Dziecko dostaje lekkiego kataru. Trzeba iść do sklepu i kupić aspirator do nosa, nauczyć się go obsługiwać i odciągnąć gluty. Zwykle wymyślasz sobie argumenty typu: "a może podziała coś z domowej apteczki", "poczekam aż mąż/żona kupi, wracając z zakupów za kilka godzin", "dziecko śpi i nie słychać charczenia", no i moje ulubione "może samo przejdzie". Wszystko, byle tylko nie ruszyć tyłka. I nagle, ku własnemu zaskoczeniu, wbrew wszystkim ww. "powodom" wstajesz z kanapy, pakujesz potomka do wózka i zmierzasz do sklepu. Kupujesz aspirator i szybko pozbywasz się problemu. Zrobione.

Tym sposobem nagle okazuje się, że w pędzie nowej rzeczywistości, w której mały terrorysta całkowicie przeorganizował Twój czas, faktycznie realizujesz założone cele, a jeśli tego nie robisz, to wynika to z braku czasu lub po prostu zmęczenia. Zaczynasz działać zadaniowo, z godziny na godzinę odhaczając swoją prywatną check listę. Rewelacyjnie wykorzystujesz każdą minutę wolną od płaczu, karmienia czy ululiwania. Stopniowo nadganiasz zaległości. I czujesz się z tym świetnie! Już nie prześladują Cię myśli o niezrealizowanych zadaniach, gdy kładziesz się spać (no i nie oszukujmy się – zasypiasz jeszcze zanim Twoja głowa dotknie poduszki). Osiągasz więc stan wolności, do którego jako prokrastynator tak bardzo tęskniłeś.

I tak trzymaj! Oby moc była z Tobą i oby wyzbycie się złych nawyków nie było ostatnim efektem ubocznym przygody z rodzicielstwem!


Copyright © 2017 Mama Size