14:16

Czego brakowało w szkole rodzenia?

Jesteśmy już dwa miesiące po porodzie. Z każdym mijającym tygodniem nabieramy większego dystansu do niektórych aspektów ciąży. Dowiadujemy się także coraz więcej na temat pielęgnacji niemowlaka oraz sposobów postępowania z nim. Przyszedł także czas na rewizję zajęć w szkole rodzenia. Coraz więcej osób pyta, czy z perspektywy czasu było warto? Odpowiedź po czasie będzie już bardziej wstrzemięźliwa – warto, ale należy uważnie wybrać szkołę rodzenia.



Okazuje się bowiem, że całkiem spora grupa tematów kompletnie nie pokryła się z rzeczywistością – a niektóre zostały całkowicie pominięte.

Po 1 – plan porodu. Już na samym początku zajęć dostaliśmy przykładowe zagadnienia, które warto rozstrzygnąć przygotowując się do wizyty na porodówce. W praktyce jednak nikt nas o plan porodu nie zapytał, a moje pytania były zbywane. Ostatecznie przygotowany wydruk nawet nie został wyjęty z torby.

Po 2 – podawane informacje były nieprecyzyjne. Posługiwano się ogólnikami odpowiednimi dla większości, a nie wspominano o istotnych wyjątkach, które mogą znacznie utrudnić akcję porodową. Przykład: od samego początku przy skurczach zalecano ciepłe prysznice. W oczekiwaniu na rozkręcenie się akcji porodowej skorzystałam z tej metody dwukrotnie, co bardzo mocno nasiliło bóle. Dopiero położna na oddziale powiedziała, że istnieje spora grupa kobiet, u których przy właściwej akcji porodowej ciepła woda wzmaga skurcze. Fajnie byłoby dowiedzieć się o tym wcześniej, aby uniknąć zbędnego bólu.

Po 3 – brak właściwego omówienia ostatniego etapu porodu. Nie dowiedzieliśmy się jak oddychać w trakcie skurczy partych i jak rozpoznać te skurcze. Nawet teoretycznie nie przedstawiono właściwych sposobów parcia. Co ciekawe – na sali porodowej lekarz położnik zezłościł się na mnie za złe parcie. Ciekawe tylko w jakich okolicznościach miałam się tego nauczyć, rodząc swoje pierwsze dziecko?

Po 4 – brak materiałów, do których można było wrócić już po urodzeniu dziecka. Jak wspominałam tutaj, nie wszystko udało się odnotować, więc skrypt z najważniejszymi zagadnieniami byłby idealną ściągą.

Po 5 – całkowite pominięcie wszystkich kwestii związanych z karmieniem dziecka butelką. Nie dowiedzieliśmy się jak wybrać mleko modyfikowane (raz tylko pediatra wspomniała, że warto mieć zapasowe), jak kupić odpowiednią butelkę, jakie są najlepsze smoczki itp. Efekt był taki, że w sklepach gapiłam się jak sroka w gnat na te wszystkie wynalazki i nawet nie wiedziałam od czego zacząć. Nie wspomniano także w jaki sposób powinno się karmić dziecko butelką i jakich błędów uniknąć. Podejrzewam, że jest to związane z olbrzymim naciskiem na karmienie naturalne. Problem polega na tym, że nie mówienie o karmieniu butelką jest jak zaklinanie rzeczywistości – nie spowoduje, że wszystkie dzieci będą karmione wyłącznie piersią. A co z dopajaniem herbatkami? O tym, jak duże jest ciśnienie na karmienie naturalne będę jeszcze pisać.

Po 6 – brak informacji o typowych przypadłościach dziecięcych w pierwszych miesiącach życia. Właściwie omówiono z nami tylko przypadłości skórne. O zależnościach pomiędzy kaszlem a wymiotami, wrastających paznokciach czy radzeniu sobie z czkawką dowiadywałam się na bieżąco od osób trzecich lub wujka google.

Powyższe kwestie to najważniejsze tematy, których zabrakło w naszej szkole rodzenia. Po kolejnym poszukiwaniu informacji w Internecie lub domowej biblioteczce doszliśmy do wniosku, że naszym znajomym polecimy inną szkołę. Bo o ile warto poznać podstawy, tak równie ważne są praktycznie szczegóły, które na 100% będą dotyczyły także Waszych dzieci.



Copyright © 2017 Mama Size