13:19

O wrażliwości w narodzie, czyli przywileje ciężarnej

Dziś podzielę się z Wami pewną refleksją, którą poprzedzą trzy sytuacje z życia wzięte.
kobiety w ciąży obsługujemy bez kolejki

Sytuacja 1: 8 miesiąc ciąży. Wchodzę do salonu jednej z telewizji kablowych. Przede mną w kolejce trzyosobowa rodzinka: mama, tata i na oko 3 letnie dziecko. Wszyscy zajmują jedyną kanapę przeznaczoną dla osób czekających na swoją kolej. Wchodzę, mierzą mnie wzrokiem (jak każdego, kto by wszedł do niewielkiego punktu obsługi) i zero reakcji. Ponieważ nieco bolą mnie nogi pytam uprzejmie pana z obsługi, czy mogę sobie usiąść przy pustym stanowisku, przy którym nikt nie pracuje. Pracownik, który szybko się zorientował w sytuacji natychmiast proponuje wolne krzesło i nieco przepraszającym tonem zachęca, żebym usiadła. Rodzinka na kanapie nadal zero reakcji.


Sytuacja 2: również 8 miesiąc ciąży. Robię zakupy w markecie. Stoję w kolejce do kasy, rozpoczął się grudzień, więc coraz więcej rodaków robi przedświąteczne zapasy. Nagle w mój koszyk uderza kobieta, która jednocześnie popycha mnie w kolejce. Odwracam się i zamiast zwykłego „przepraszam” słyszę „a nie mogłaby się Pani przesunąć?!?”. Problem w tym, że w związku z dużym brzuchem nie mogę. Chcąc nie chcąc wdaję się w krótką wymianę zdań (którą co poniektórzy mogliby nazwać pyskówką) i kobieta oddala się do innej kolejki. Szach mat, jeden zero dla mnie. Ale co by było, gdyby na moim miejscu była dziewczyna mniej asertywna? Albo akurat miałabym naprawdę zły dzień, których w ciąży nie brakuje?

Sytuacja 3: tydzień przed porodem. Przybywam na ostatnie pobranie krwi do jednej z dużych sieci medycznych. Pod zabiegowym pytam kto jest ostatni. Zgłasza się gość w okularach, wskazując jednocześnie, że przed nim cała długa kolejka osób. Liczę – jestem ósma. W kolejce, poza jedną dziewczyną (jak się później okazało na próbę glikemiczną), sami faceci. Pod gabinetem żadnego wolnego krzesła, panowie siedzą wygodnie. Odwieszam płaszcz, siadam na pierwszym wolnym krześle tak, aby mieć drzwi i kolejkę w zasięgu wzroku. Czekam. Młoda telepie się niemiłosiernie, trudno się dziwić, na tym etapie ciąży jest jej bardzo ciasno. Jestem głodna, bo w końcu na badania trzeba przyjść na czczo. Rozsiadam się najwygodniej jak można i czekam długie minuty. Po pół godzinie weszła zaledwie połowa oczekujących. Pojawiają się kolejne osoby, między innymi pan, który próbuje się wkręcić bez kolejki, bo „on tylko z moczem”. Panowie z kolejki rycersko bronią swoich pozycji i odmawiają. Po prawie godzinie oczekiwania wchodzi gość w okularach, także za chwilę moja kolej. Otwierają się drzwi dodatkowego zabiegowego i pielęgniarka zaprasza kolejną osobę. Gość od moczu rzuca się szczupakiem i znika za drzwiami, zanim ktokolwiek zdążył zareagować. Szlag mnie trafia, ale nie mam siły robić awantury. Na szczęście za chwilę mogę wejść do zabiegowego. Przez uchylone drzwi widzę, że gość „tylko z moczem” siedzi na stanowisku do poboru krwi.

Powyższe sytuacje są tylko trzema z wielu. Owszem, wybrałam najjaskrawsze. Nie przytoczę tych zwyczajnych, których było mnóstwo. O wiele więcej, niż przypadków, w których tabliczka „kobiety w ciąży obsługujemy poza kolejką” miałaby zastosowanie. A takich było pięć (tak, słownie: pięć). Z czego dwie w sklepach, w których to obsługa zaprosiła mnie bez kolejki. Raz skorzystałam z bardzo pomocnej obsługi panów w trakcie przeglądu okresowego auta, którzy po prostu odesłali mnie na kanapę i sami przeprowadzili całość badania. Raz przed pobraniem krwi przepuściła mnie w kolejce rodzinka również oczekująca do zabiegowego. I raz spotkałam bardzo uprzejmego starszego pana, który nie tylko chciał mnie przepuścić w kolejce, ale także zaproponował pomoc w spakowaniu zakupów.

Podsumowując: sytuacje, w których skorzystałam z dobrodziejstwa przywilejów stanu błogosławionego mogę policzyć na palcach jednej ręki.

Odpowiadając na pytanie, także mojego męża, dlaczego się nie upomniałam o swoje, mogę powiedzieć tylko jedno – bo nie jestem przyzwyczajona do specjalnego traktowania, nie chcę być roszczeniowa. Daleko mi do postawy wskazującej na to, że skoro jestem w ciąży to wszystko mi się należy. Wychodzę z założenia, że póki daję radę, to nie potrzebuję specjalnego traktowania. 

Chodzi mi o gest. Gest, który pokazałby kulturę osobistą i zwykłą empatię. I to nie tylko w stosunku do kobiety w ciąży – zawsze po takim rażącym braku reakcji myślałam sobie „ok, ja za chwilę przestanę być w ciąży, czuję się dobrze, daję radę. Ale co z osobami gorzej znoszącymi oczekiwanie na dziecko lub tymi z trwale ograniczoną ruchowością?”

Ciąża uczy także empatii. I to nie tylko kobiety. Pan od przeglądu technicznego i miły pan ze sklepu przywołali jedno zdanie: pamiętam, jak mojej żonie było momentami trudno w ciąży. Dlatego ja pani pomogę.


Copyright © 2017 Mama Size