10:31

Szkoła rodzenia - czy warto i jak wybrać?

Gdy pojawia się pierwsza ciąża bardzo często stawiamy sobie pytanie czy warto zapisać się do szkoły rodzenia? Ponieważ sama na takie zajęcia uczęszczałam postaram się podpowiedzieć Wam czym warto się kierować przy podjęciu decyzji. Często bowiem słyszy się, że skoro pokolenia kobiet rodziły bez specjalnych kursów przygotowawczych, to szczególnie dziś, w dobie wszechobecnej informacji, spokojnie można sobie poradzić bez szkoły.
szkoła rodzenia czy warto, szkoła rodzenia czy pomaga, szkoła rodzenia co daje

Pytanie tylko, czy ta internetowa wiedza „na sucho” wystarczy? I czy oby na pewno wcześniejsze pokolenia radziły sobie bez kursów? A jak można nazwać rady i wspomaganie w opiece nad dzieckiem przez matki, babki i inne kobiety z rodziny w domach wielopokoleniowych? Dziś większość z nas, młodych rodziców, żyje w sporych często odległościach od starszych pokoleń. Posiłkujemy się Internetem oraz telefonami, ale większość z nas ma dodatkową chęć zdobycia przynajmniej podstawowej wiedzy praktycznej z jakby nie było nowej dziedziny życia, jaką jest opieka nad dzieckiem.

Dlatego poniżej przedstawię Wam moje i mojego męża przemyślenia dotyczące szkoły rodzenia – co kierowało nami przed zapisaniem się oraz jakie mamy wnioski po ukończeniu 16-to tygodniowego kursu.

Po  1: sama organizacja kursu – zajęcia odbywały się raz w tygodniu w godzinach popołudniowych (16:00 – 18:00). Jedna godzina przeznaczona była na zajęcia teoretyczne, druga na gimnastykę. Dodatkowo w planie były zajęcia w pierwsze soboty miesiąca – wtedy była już tylko teoria. Bywają kursy intensywniejsze, których cały program realizowany jest w ciągu kilku tygodni. Nasza szkoła nie dawała wielkiego wyboru, ale też zajęcia raz w tygodniu nam odpowiadały.

Po 2: dobór kadry. Bardzo ważne dla nas było, aby kadra była praktykami w swoich dziedzinach w szpitalu, w którym zamierzaliśmy zgłosić się na poród. Osobiście mogę powiedzieć, że nastawienie osób prowadzących zajęcia, ich poziom wiedzy oraz podejście do omawianych tematów bardzo mnie uspokoiły. Do tego stopnia, że zrezygnowaliśmy z pomysłu zatrudnienia prywatnej położnej. Dodatkowym plusem było to, że na różne tematy wypowiadały się różne osoby, tzn. o porodzie opowiadały położne, o aspektach psychologicznych doktor praktykująca jako psycholog itd. Nie występowała jedna osoba jako specjalistka od wszystkiego. Minusem takiego rozwiązania było to, że czasami opinie na różne tematy się rozjeżdżały – na przykład pediatra radził zakup awaryjnego mleka modyfikowanego, położna całkowicie odradzała. Wyszliśmy jednak z założenia, że co osoba, to opinia, a akurat tych na temat wychowania dzieci nie brakuje.

Po 3: plan i tematyka zajęć. Na samym początku otrzymaliśmy dokładny plan zajęć. Jeśli chodzi o zajęcia w tygodniu, to faktycznie kadra trzymała się tematów, z sobotami było różnie. Na pewno całość została zrealizowana, co było dość istotne, ponieważ plan dość kompleksowo dotyczył nie tylko rozwoju płodu, porodu i połogu, ale też opieki nad noworodkiem i niemowlęciem.

Po 4: ćwiczenia gimnastyczne. O ile nie jestem fanką w-fu (w przeciwieństwie do mojego męża, który dostawał głupawki po wkroczeniu na salę gimnastyczną:)), tak te zajęcia akurat sobie chwalę. Rozciąganie, prawidłowe oddechy, ćwiczenia poprawiające  mięśnie potrzebne do przebrnięcia przez trudny dla ciała okres ciąży i porodu – wszystko to było na pewno bardzo przydatne. Co prawda zajęcia nie wyglądały jak w Bridget Jone’s baby i nie siedzieliśmy przez większość czasu na wielkich piłkach, a na krzesłach i materacach, ale było warto.

Po 5: ćwiczenia praktyczne z zakresu opieki nad noworodkiem, które są na pewno jednym z najważniejszych elementów dla każdego, kto nie miał wcześniej do czynienia z tak małym dzieckiem. W tym zakresie zdania mamy z mężem podzielone. Dla mnie zajęć praktycznych było w sam raz – osoby prowadzące pokazały na lalkach zakres pielęgnacji i kąpieli oraz ubierania, mogliśmy (poza kąpielą) samodzielnie zmienić pieluchę i wykonać szereg czynności pielęgnacyjnych. Ćwiczyliśmy sposoby trzymania dziecka przy różnych czynnościach, jedna z położnych przyniosła nawet sztuczną pierś, aby można było popróbować przykładanie dziecka do karmienia. I to są na pewno elementy, których nie zastąpi żadna książka. To jest trochę jak z częścią praktyczną na kursie prawa jazdy – dopóki nie siądziesz za kółkiem, możesz przeczytać wszystko, a i tak zajęcia praktyczne nauczą Cię najwięcej.

Po 6: dostarczone przez szkołę materiały edukacyjne. My takich niestety dostaliśmy niewiele, a szkoda. Ok, robiliśmy notatki, ale nie wszystko udało się zapisać. Fajnie byłoby, gdyby szkoła przygotowała jakiś skrypt z najważniejszymi informacjami, które pojawiały się na zajęciach. Dużym plusem były natomiast osobne publikacje, które nam wręczano w odniesieniu do poszczególnych tematów – tutaj mogę wspomnieć chociażby o książce na temat karmienia piersią lub broszurce z planem porodu do samodzielnego opracowania.

Po 7: kontakt z firmami zewnętrznymi. I tu nie ukrywam, że dla nas był to spory minus, ale głównie jeśli chodzi o organizację. O ile jeszcze na pierwsze zajęcia przybył profesjonalnie przygotowany przedstawiciel, który zmieścił się w swoim czasie i faktycznie powiedział same konkrety, tak cała reszta osób promujących swoje lokalne biznesy była po prostu nieprzygotowana. Niektórzy z reprezentantów nawet zapomnieli się przedstawić. O wiele lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby panele reklamowe były na początku lub końcu zajęć, z wyraźnie wyznaczonym czasem. Jako uczestnicy moglibyśmy wybrać na co chcemy przyjść i prezentacje nie odbywałyby się kosztem naszego czasu wolnego. Cóż, niestety jako przyszli rodzice wszyscy jesteśmy targetem, a rozrośnięty biznes dziecięcy nie ominie żadnej okazji do zaprezentowania swojego ogromu.

Po 8: gadżety i próbki. Ostatni raz wyszłam tak obładowana próbkami z targów ślubnych J po kilku zajęciach mieliśmy całe torby ulotek, folderów oraz próbek właśnie. Nie powiem, szczególnie te ostatnie bardzo się przydały. Dla początkujących rodziców, którzy nie mieli wcześniej możliwości porównania środków do prania, pieluszek lub wkładek laktacyjnych otrzymanie nawet kilku sztuk na próbę jest bardzo dobre. W praktyce mogło się bowiem okazać, że kupione pudło środków higienicznych nijak nie pasuje nam lub naszemu dziecku i pieniądze poszły w błoto.

Po 9: kontakt z innymi młodymi rodzicami. Jeśli nie macie wśród Waszych znajomych par z dziećmi w podobnym wieku, szkoła rodzenia może być doskonałą okazją do zawierania nowych znajomości. Co więcej, niektóre szkoły organizują cykliczne wydarzenia skierowane do swoich absolwentów. My załapaliśmy się na event mikołajkowy, na który licznie przybyli rodzice z dziećmi w różnym wieku. Na pewno była to – szczególnie dla najmłodszych – świetna okazja do zabawy i otrzymania prezentu J

Po 10: elastyczność uczestnictwa w zajęciach. I nie mówię tu tylko o tym, że nikt nie sprawdza obecności. W końcu jesteśmy dorośli :) Warto wcześniej dowiedzieć się, z kim możemy przyjść na zajęcia. Obecnie większość szkół rodzenia daje pełną dowolność co do tego, kto może  towarzyszyć młodej mamie. W naszej grupie opcje były różne: były oczywiście pary (lecz w mniejszości), były przyjaciółki (zaszły w ciążę mniej więcej w tym samy czasie), a niektóre dziewczyny przychodziły na większość zajęć same. W żaden sposób nie wpływało to na uczestnictwo w zajęciach. Także na gimnastyce wszystkie ćwiczenia były w wariancie z partnerem oraz samodzielnie.


Na koniec pozostaje jeszcze kwestia kiedy rozpocząć zajęcia w szkole rodzenia? Każda szkoła ma własne wytyczne, zwykle prowadzący sugerują konkretny termin powyżej 20 tygodnia ciąży. Moja rada: jak już wybierzecie szkołę najlepszą dla Was skontaktujcie się z prowadzącymi i wybierzcie najdogodniejszy termin. Pamiętajcie przy tym, aby nie był zbyt późny – zapewne nie chcecie uczęszczać na drugą połowę zajęć w noworodkiem :)
Copyright © 2017 Mama Size